Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
kadewu JEDNYM OKIEM


Atak zimy

Dziś, jak to na urlopie, poszłam z rana na scyntygrafię dróg żółciowych. Po wstrzyknięciu radioaktywnego technetu przez godzinę leżałam pod maszyną rejestrującą rozprzestrzenianie się substancji po moich trzewiach. Wynik w czwartek.

Następnie pojechałam do L., aby do tamtejszej kliniki zawieźć swoje, hm, do badań. "Czy ma pani coś dla mnie?", spytała pani w laboratorium po sprawdzeniu skierowania, "Obawiam się, że tak", odrzekłam wręczając jej swoje dzieła z ostatnich 72 godzin. Wyniki - do trzech tygodni.

Do L. pojechałam pociągiem; ponieważ dziś w nocy Belgię zaatakował mróz, pociągi miały opóźnienia dochodzące do godziny. Postanowiłam więc wrócić autobusem: taniej (1,8 zamiast 5,3 euro) i szybciej, można zapłacić sms-em, a za oknami rozmaite widoki, dotąd nieznane. Słońce.

Dziś w nocy ma być minus pięć: ciekawe, czy nas to sparaliżuje.



kadewu 22:12:53 29/11/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Odejście

Przeglądałam ostatnio własne stare wpisy. Przeglądałam komentarze. I jedyną ocenę mojego pisania, jaka istnieje - otóż jej autor już nie żyje.

Przeszłość, przyszłość, lustro, w którym się przeglądam.



kadewu 18:59:17 27/11/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Już wiem

Po co mi blog.

Otóż, czytam, że dziś ludzie nie czytają i nie piszą. Kultura obrazkowa.

Zatem pisać, czytać to wyróżniać się. To mi się podoba.

Jestem taka powolna.



kadewu 12:27:26 26/11/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Cel? Pal

Zastanawiałam się, po co mi ten blog. Nie dla połechtania próżności, bo prawie nikt go nie odwiedza, a już zupełnie nikt nie zostawia komentarzy, więc nie pławię się w popularności.

Oczywiście, zakładam istnienie czytelnika, bo trochę vanitas w sobie mam, toteż staram się klecić składne zdania dla tych, którzy mnie czytają.

Jednocześnie, blog jest dla mnie - i jest hermetyczny, małomówny, introwertyczny. Moje przygody rzadko są wstrząsająco atrakcyjne, ale decyduję czasem, że warto je opisać, by potem  do nich wrócić i by zachować ślad. Czasem, ale rzadko, publikuję tu tłumaczenia tekstów, które mnie poruszyły, własne teksty literackie albo wstępne wersje artykułów, które ukazują się w "Nowym Zagłębiu".

Kilka razy chciałam skasować te zapiski, ale coś mnie powstrzymało. Zapewne próżność, chęć uwiecznienia się. Mój blog może wszak żyć po moim zejściu. Jednocześnie pisanie pozwala popatrzeć na siebie nieco z boku/góry i uporządkować myśli.

Z drugiej strony, nawet taki blog to poważna sprawa, ponieważ pisanie jest dla mnie męczarnią. W zamierzchłych czasach bałam się, że nie zdam matury z polskiego, bo moje wypracowanie będzie zbyt lakoniczne.

Jednak udało mi się tę maturę ominąć.

To były wspaniałe czasy, gdy mój intelekt kierował moim życiem w najlepszą, jak sądziłam wtedy stronę, w stronę filologii, studiowania, analizowania, pracy z tekstem.

Nie chcę żyć wspomnieniami dawnej świetności; nienawidzę tego, jak niektórzy kultywują to, co było  "za dawnych dobrych czasów".

Ale modne obecnie życie chwilą jest równie głupie, bo krótkowzroczne.

Najwyraźniej mam kryzys czterdziestego trzeciego roku życia. Otóż, jak mówią nam mądrzy astrolodzy (a należę do ich stowarzyszenia), gdy przeciętny człowiek ma 42 lata Uran znajduje się w jego horoskopie w opozycji do swojej pozycji urodzeniowej. Jako że Uran jest rewolucjonistą, wiele osób w tym wieku zaczyna przeżywać rozterki egzystencjalne, które skłaniają je do całkowitej przemiany swojego życia - a ten i ów przeżywa drugą młodość.

Druga młodość mi nie grozi.



kadewu 20:01:59 23/11/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Jazda

Wczoraj dostałam list od wspólnoty flamandzkiej - że witają i proponują mi kurs integracyjno-językowy. Cóż, to nierealne, gdy się pracuje od rana do nocy, ale dziękuję za troskę.

Ha. Mieszkam we Flandrii od września. Wcześniej sześć lat spędziłam w Brukseli, gdzie językiem dominującym jest francuski, a urzędowym - tak francuski, jak flamandzki.

We Flandrii - flamandzki, ale. Mieszkam w gminie, w której muszą mnie obsłużyć po francusku. Mimo szczerych chęci flamandzkim nie władam i do dziś nie znalazłam czasu na kurs tego języka.

Dziś po raz pierwszy jechałam z mojego Łezembeeku do Zaventem, pod Ikeę - w jednej z tamtejszej sal zabaw odbywały się urodziny Joela, kolegi Jota.

Uzbrojona w bilet wsiadłam w autobus linii 830 i pokazałam go kierowcy, witając się grzecznym goeden dag. W dalszej części poprosiłam o skasowanie biletu dla dwóch osób - po francusku. I wtedy młody kierowca zaczął na mnie prychać - otóż powinnam, według niego, mówić po niderlandzku. Aha. Awantura.

W drodze powrotnej kierowca (w średnim wieku) nie miał nic przeciwko językowi francuskiemu.

Smutna konstatacja: w tym kraju im starszy człowiek, tym więcej ma tolerancji i tym lepszą znajomość drugiego języka własnej ojczyzny.

Rozważam złożenie skargi.



kadewu 19:48:42 19/11/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Podsumowując

Zakończyłam wczoraj serię zabiegów kinezyterapii; teraz muszę zrobić coś z fakturą na 300 euro. To znaczy odzyskać, ile się uda od ubezpieczycieli.

Dziś wracam od chirurga, który nie znalazł nieprawidłowości w wynikach laboratoryjnych, więc wysyła mnie na scyntygrafię pęcherzyka żółciowego. A jeśli i ta nic nie da, upiera się przy wycięciu mi wyrostka robaczkowego.

I tak medycznie upływa mi czas.

A w grudniu czeka mnie hematolog, który pomoże mi być może rozwiązać zagadkę atakującej znienacka zakrzepicy. Efektem tego będzie decyzja, co robimy z okiem: mam nadzieję, że operujemy.

A w styczniu pani profesor zajrzy mi w DNA i powie, co mnie czeka.

Czterdzieści dwa lata, wiadomo, czas kryzysu różnych narządów. Ech.



kadewu 19:53:17 17/11/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Klęska urodzaju

Nastąpiła klęska urodzaju - dostałam od A., koleżanki z pracy, kolejne książki. To dobrze, ale doprowadza mnie to na skraj rozpaczy, bo - żeby je przeczytać najchętniej rzuciłabym wszystko w diabły, a się nie da.

Miałam spotkanie roczne z kierownikiem; przewidują, że będzie praca po zakończeniu projektu. Powiedziałam, co mi leży na wątrobie, że chcę pracować z tekstem. Podobno to się da zrobić.

To dobrze.

Ale zawsze przecież mogę wygrać w Lotto i spędzać czas tylko na czytaniu książek.



kadewu 20:45:51 16/11/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Głód druku

Zdałam sobie sprawę, że kompletnie przestałam pisać o tym, co czytam, a i czytam w pośpiechu i nie tak uważnie, jak bym chciała. Powody są dwa, pogorszenie wzroku i brak czasu. Czas po pracy zajmuje mi Jot i polska szkoła, którą z nim przerabiam. Chodzę spać wcześnie ze względu na chroniczne zmęczenie - mam fibromialgię, która bardzo zaostrza się zimną porą. Zupełnie wyjątkowo przekraczam północ z książką w ręku (na przykład wczoraj). Dodatkowo wszystkie teksty wydają mi się miałkie (weźmy  Katarzynę Bondę i jej "Lampiony", które dostałam od siostry - to dla mnie tekst okropny).

Gdy rozpakowałam się po przeprowadzce i zapełniłam książkami regał oraz kilka półek, odkryłam, że mam jeszcze do przeczytania parę tekstów przywiezionych z lipcowych wakacji. Dodatkowo rośnie stosik czasopism literackich, które kupuję, przerzucam i odkładam na lepsze czasy typu długi weekend, grypa czy wakacje.

Długi weekend jest teraz, na grypę się zaszczepiłam, a do wakacji szmat czasu.


Nie będzie od lewej, ale od początku. Otóż przywiozłam z Hiszpanii książkę o historii ruchu anarchistycznego ("Los anarquistas..."). Anarchistyczny ruch związkowy Hiszpanii fascynuje mnie odkąd w 1990 r. (?) przeczytałam "W hołdzie Katalonii" Orwella, kronikę jego walki z faszyzmem podczas hiszpańskiej wojny domowej. Tam oto pojawia się opis anarchistów z koalicji CNT-FAI jako najdzielniejszych obrońców demokracji. Mieli oni czerwono-czarne flagi i bohatersko walczyli z oddziałami Franco. Jakież było moje zaskoczenie, gdy w r. 2012 w Alicante niespodziewanie natknęłam się na manifestację z czerwono-czarnymi flagami CNT-AIT, pokrewnej FAI Krajowej Konfederacji Pracy. W tym roku również anarchiści reklamowali się na deptaku prowadzącym do plaży El Postiguet, głównej plaży Alicante.

Dziwnie pomyśleć, że rzeczy pozornie tak nietrwałe, jak ruch anarchistyczny, mogą trwać i rozwijać się. FAI powstała przecież dawno, bo w 1927 r. Orwell pisze, że w gruncie rzeczy każdy Hiszpan jest anarchistą, a ja dodam od siebie, że z Polakami jest nie inaczej. Jest w tym coś fascynującego, gdy człowiek pomyśli, że być może, paradoksalnie, duch anarchistyczny uosabia chyba najpełniej ideę demokracji. A na pewno jest najdoskonalszą antytezą faszyzmu.

Gruba książka "Soy un gato" to tłumaczenie z japońskiego satyrycznej powieści-niepowieści (raczej zbioru scenek) Natsume Sosekiego. Była to pierwsza książka bez obrazków, jaką w życiu przeczytałam. Miałam pięć lat i zafascynowały mnie sceny z życia Japonii epoki Meiji widziane oczami małego kotka, skazanego na wegetację w domu nauczyciela angielskiego. Kotek na końcu książki tonie, upiwszy się piwem. Polska wersja "Jestem kotem" pozostała gdzieś w domu rodzinnym, więc przy nadarzającej się okazji kupiłam wersję hiszpańską. Zanim ją skończę czytać, Jot pewnie pójdzie do gimnazjum, ale sam proces czytania będzie pewnie przypominał mi o dzieciństwie, więc nic złego, że trochę to potrwa. Na końcu kotek i tak utonie, niestety, co w dzieciństwie doprowadzało mnie do rozpaczy.

Poza tym poezja. Szczupły tomik zawiera nagrodzone w tym roku poezje Javiera Hernando Herraeza. Tytuł głosi, że chodzi o "Wszystkie  zwierzęta zabite  na drodze". Poeta urodził się w roku 1986, a jeden z wierszy zatytułowany jest złowieszczo "Kupujemy książkę i nigdy jej nie czytamy."

I wreszcie gazeta, a w niej temat znajomości poetów symbolistów -Rimbauda i Verlaine'a - ale także wywiad z Amelie Nothomb, czyli największą gwiazdą współczesnej belgijskiej literatury. Na wieczorze z nią byłam 11 miesięcy temu; nadal jednak nie przelałam na papier wrażeń ze spotkania z tą ekscentryczną postacią. Wzięłam ze sobą jej przedostatnią powieść do szpitala, jednak nie przebrnęłam poza scenę, w której jedna z bohaterek oddaje mocz między zaparkowanymi przy paryskiej ulicy samochodami.

Pozostaje jeszcze wiele innych rzeczy, m.in. wywiad z Mario Vargasem Llosą, tomik poezji Nelo Curtiego "Luksus popadania w smutek" nagrodzony w 2015 r.(http://nelocurti.blogspot.be/) i wiele, wiele innych tekstów, które przede mną.

Doba się na razie nie wydłuża, więc z czegoś trzeba będzie zrezygnować - na rzecz czytania.

Dobranoc.



kadewu 23:11:02 12/11/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Jedenaste - nie nienawidź

Dzień Niepodległości, a w Belgii - rocznica zakończenia I wojny światowej, więc jestem w domu i śledzę, co w Polsce.

I jeszcze zmarł Leonard Cohen, nasz, nasz Żyd. Był bardzo popularny w latach 80., kiedyśmy go sobie zawłaszczyli, bo genialne tłumaczenia jego piosenek autorstwa Macieja Zembatego, bo pochodzenie z Polski itd. Nasz Żyd, czyli dobry Żyd.

W radiu rozmowa z młodym Czeczenem - już Polakiem. Przypomniał mi się Mamed Chalidow, mistrz mieszanych sztuk walki, Polak i Czeczen w jednym. Gdy zdobywa tytuł, jest nasz. Gdy traci, jest p... Czeczenem - sądząc po wpisach na forach pod artykułami...

Dlaczego Polacy są ciągle podzieleni? Od czasów Zygmunta Augusta co najmniej: katolicy i protestanci, szlachta i chłopstwo, wolni i niewolnicy, pany i chamy, ZOMO i my, inteligencja i ciemne masy, Solidarność i partia, mądrale i głupi lud...

Ten dualizm jest wykańczający, a łyse pały w marszu narodowców to zwykli faszyści. Kto nie z nami, ten przeciw nam.

 

 



kadewu 19:35:58 11/11/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Nowy władca

Wczoraj przeglądałam własny wpis tuż po Brexicie - i co? Wykrakałam, bo dziś głosami elektorskimi wygrał Donald Trump.

Jeden kolega się cieszy. Reszta nie bardzo.

Mnie się nie chce komentować: ja mam większe problemy, np. zakrzepicę żyły wrotnej i niestabilne wyniki krzepliwości. Nie będę się przejmować całym światem. Odmawiam.



kadewu 20:42:56 9/11/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Codzienne małe katastrofy

Poniekąd tak widzę życie: jako ciąg codziennych małych katastrof, które próbuje się opanowywać. A trochę jak codzienne nieszczęście - "ordinary unhappiness", jak napisał poeta DJ Shapiro.

Byłam dziś na trzecim pobraniu w tygodniu. Nie chce mi się komentować, bo bolą mnie żyły.



kadewu 20:21:32 8/11/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Wyjątkowo zimny październik

Za nami. Belgowie mierzą temperaturę i opady od 1830 r., no i ten październik okazał się wyjątkowo zimny.

Listopad niewiele lepszy, na razie.

Dziś jestem po kolejnym pobraniu krwi. Dotarłam na miejsce, kiedy szpital jeszcze drzemał, a w laboratorium przebywały tylko dwie osoby. Tylko dlaczego idąc do punktu pobrań przechodzi się koło kostnicy?

I tak sobie myślę, że jesień już się umościła, rozgościła na dobre.

 



kadewu 15:08:45 5/11/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Powrót do punktu wyjścia

Moje wpisy stają się monotematyczne, ale próbuję pisać regularnie, by zachować równowagę między życiem zawodowym, które pochłania 90% mojej energii i życiem pozazawodowym, które prawie nie istnieje. A zatem, zadzwonił doktor zastępujący moją dr, i podał mi wyniki wczorajszego pobrania.

Krzepliwość za niska, rzekł, ale wyniki mam powtórzyć za dwa tygodnie. Raczej nie był przejęty.

Zmniejszę więc dawkę, mniej drastycznych widoków przy nitkowaniu zębów.

Zbliżam się też do końca moich sesji fizjoterapii, dziś zaliczyłam ósmą. Muszę powiedzieć, że pomagają; zobaczymy, czy nie przedłużę terapii. Bark zachowuje się przyzwoiciej.

A poza tym każdy mięsień i staw boli, bo to prawie zima.



kadewu 19:43:58 3/11/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Planowanie i inne dowcipy

Wiadomo, jak jest z planowaniem, zwykle zawodzi. Zmieniają się okoliczności, własna wydolność albo zdrowie. Dlatego planuję z kalendarzem szkolnym wpisując do niego rozmaite przyszłe wydarzenia w perspektywie jednego tygodnia, i tyle.

Moje plany regulują też pobrania krwi, bo znowu wyniki są złe, i znowu manipulujemy dawką, a jak się nie uda, to zmienimy lek.

W sumie cała reszta zależy od tego, jak potoczy się ta sprawa, czy będzie można operować moje oko i kiedykolwiek przerwać leczenie.

Póki co, prawie przyzwyczaiłam się, że nieustannie krwawią mi dziąsła, a miesiączkując chlustam krwią. Nowy chirurg twierdzi, że nigdy nie widział przypadku jak mój i ostrożnie sugeruje, że może to wyrostek robaczkowy sieje bakteriami, które doprowadziły do zatoru żyły wrotnej. I on mi go chętnie wytnie.

Wcale nie wiem, czy chcę pozbyć się wyrostka. Wolałabym, żeby mi powiedział, że nie rośnie mi w brzuchu żadne rodzinne paskudztwo. Udam się do genetyka i zrobię milion badań. I zobaczymy.

 



kadewu 12:59:37 1/11/2016 [komentarzy 0] Komentuj





[178596] ||Strona Główna
[4] ||
Księga Gości
[Dodaj do Księgi]


Dodaj do Ulubionych
Kadewu żyje, by czytać i czyta, by żyć. W pozostałym czasie rozmyśla i śpi. Mówi rzadko. Rocznik 1974.



Archiwum

2017
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2016
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2015
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
2014
Grudzień
Listopad
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2010
Grudzień
Wrzesień
Sierpień



Ulubieni




Linki

kultura w Brukseli
piękny blog


kadewu
JEDNYM OKIEM: Uwagi Kadewu na temat otaczającego ją świata z uwzględnieniem wynalazku pisma. Czyta jednym okiem, bo drugie nie działa.