Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
kadewu JEDNYM OKIEM


Wierność

Za jakiś miesiąc skończy mi się umowa z polskim operatorem komórkowym. Ten numer telefonu jest jedną z kilku nici łączących mnie z Polską; mam go od 19 lat (!), w tym, od 7 lat, w roamingu w Belgii. Jestem więc niezwykle lojalnym klientem - i nic dobrego dla mnie z tego nie wynika.

Żyjemy w czasach krótkiego przywiązania, rzekłabym: czasach jednorazowych, kiedy to wierność nie jest nagradzana. Wszystko, co na rynku atrakcyjne i promocyjne należy się nowym, świeżo zwerbowanym klientom. Ci wierni są naiwni, sami sobie winni i tyle.

W Belgii większą chyba nieco niż w Polsce wierność wymusza drożyzna, która powoduje, że wielu klientów nosi w portfelu karty lojalnościowe; raz przywiązany do danej marki klient może liczyć na bony za każde zebrane 1000 (etc.) punktów. Stąd jestem wierna jednej sieci supermarketów, jednej sieci księgarń i jednej sieci sklepów eko.Co oczywiste, nie podoba mi się fakt, że zostawiam przy tym ślad w internecie, że moje dane są gromadzone i wykorzystywane częściej, niżbym chciała. Wystarczy prześledzić, co najczęściej kupuję w supermarkecie, by przesłać mi, mailem na szczęście, bez marnowania papieru, jakąś precyzyjniej wybraną ofertę itp.

Bycie stałym klientem ma jednak znaczenie w pewnym typie małych barów, jakich tu pełno. Otóż czasem bywamy z Jotem  "u pana Turka", w kebabowym barze nieopodal. Bez względu na to, co zamawiamy, nigdy nie zdarza nam się przekroczyć pewnej kwoty rachunku, mianowicie osiemnastu euro. Dwa lata temu, gdy Jot trenował piłkę halową na Anderlechcie,  z przymusu w środy jadaliśmy kolacje w arabskiej pizzerii Royale (sieciówka). Jot jadał tam swoje ukochane spaghetti lub pizzę, a ja najczęściej krewetki z makaronem czy ryżem... Byliśmy tam i w dzień po paryskich zamachach. Płaciliśmy w zasadzie mniej z każdą wizytą; to swoista premia za przywiązanie.

Poza tym jednak słyszymy, że trzeba ciągle iść do przodu, zostawiać za sobą to, do czego się przywykło, jak przeciętny Amerykanin, który zmienia pracę co dwa lata. Żadnych sentymentów - żyjemy w jednorazowym świecie.

In brief: I think we live in a disposable world where loyalty and faithfulness are not rewarded, quite the opposite. Only new customers are offered the best deals and reduced subscription plans... One important exception is when we eat at diners owned by Arabs, who offer their patrons the bigger reductions the more often they come.



kadewu 19:53:57 29/01/2018 [komentarzy 0] Komentuj

Rzeczy małe

Pisałam kiedyś o odkryciu, że czasu jest coraz mniej, nie tylko w perspektywie życiowej, ale dobowej, że człowiek po 22.00 powoli się wyłącza, że musi spać, że nie ma nic ważniejszego, niż regeneracja, bo od siebie - i swoich naładowanych baterii - wszystko się zaczyna, cała nasza aktywność. Tego banalnego odkrycia dokonałam dzięki chorobie, która przydarzyła mi się w 2016, kiedy miałam 42 lata.

A teraz? Jest oczywiście coraz gorzej, ale też może coraz mądrzej: każdy kolejny rok to coraz większe spowolnienie, wcześniejsze oszczędzanie energii. Potwierdza się jednocześnie, co oczywiście podejrzewałam wcześniej jako osoba obdarzona jaką-taką zdolnością do refleksji, że w życiu zamiast bohaterskich wyczynów liczą się rzeczy małe. Na przykład nieśpiesznie zjedzone śniadanie, wyczesanie kota, skręcenie wieszaka na ubrania z dzieckiem, zrobienie wspólnych zakupów ("Jaki napój chcesz na drogę? Wodę mineralną czy regeneracyjny? Bułeczka z czym?"). Jednocześnie wymaga to od nas rezygnacji z rzeczy zbędnych, bo, jak pisałam, i jak niektórzy już się przekonali, doba robi się coraz krótsza. Mam więc przyjemność rezygnacji z niepotrzebnych spotkań, bezsensownych lektur, zbędnych seansów. Oraz ścigania się. Bo kierunek tego wyścigu to - jak wiadomo - cmentarz.

Dotarłszy do tego etapu mądrości człowiek robi się wybredny. Wie, że nie warto godzić się na coś, co miałby robić wbrew sobie i co byłoby dla niego stratą czasu. Lepiej głaskać kota siedząc w fotelu w ciepłym salonie niż udawać zainteresowanie czymś, co na to nie zasługuje.

Piszę to, gdy Jot uczy się narciarstwa na alpejskich stokach. Wycieczka szóstoklasistów jest coroczną tradycją. Obie klasy wyruszały na wyprawę w piątek z parkingu przy szkole. Początkowo miało to nastąpić o 23.00, następnie okazało się, że wyjazd będzie o 22.30. To właśnie jedna z tych małych rzeczy, które się liczą - niezbędna nam, rodzicom informacja o godzinie wyjazdu, która nie została nam przekazana jednoznacznie i z niezbędnym wyprzedzeniem. Całą resztę wiedzieliśmy od dawna - że cztery pary skarpet narciarskich, że szalik, że gogle, że pięćdziesiąt euro kieszonkowego...

Rano czekaliśmy niecierpliwie na wieści z Francji - powstała w tym celu specjalna grupa na WhatsAppie, dowodzona przez Mamę M. I tak czekaliśmy, więdnąc, gdy Mama M. przekazała nam treść sms-a otrzymanego od wychowawczyni równoległej klasy, pani L. - że dojechali szczęśliwie. Mama M. skwitowała to tak: "Cóż, pan P. [wychowawca Jota] jest królem komunikacji na odległość..." Zdecydowała również, że będzie odtąd w kontakcie z panią L. a nie panem P. Ten niewysłany przez niego sms to właśnie mała, ale ważna rzecz, jedna z tych, co tworzą nasze życie.

 

 



kadewu 12:16:27 21/01/2018 [komentarzy 0] Komentuj

Kraju mój

Do Polski na święta polecieliśmy embraerem LOT-u, co miało dobre strony (mały samolot szybko się wznosi, a ja nie cierpię startu), ale i złe (przy lądowaniu trzęsło nami jak galaretą; na Okęciu wiał silny wiatr).

Jot - jak i inne dzieci na pokładzie - dostał od kapitana Sz. dyplom dzielnego pasażera.

Po trzech dniach świętowania Bożego Narodzenia na południu kraju pojechałam do Krakowa, a stamtąd pociągiem do Warszawy.

O dziwo, nie miałam, mimo marnej jakości powietrza, ataku astmy. Miałam za to atak frustracji przy kasie dworca PKP w Krakowie, gdzie kasjerka w kasie nr 13 (inna pasażerka ostrzegała mnie przed nią!) nie chciała wydać mi reszty  (marnych czterdziestu złotych - na ruchliwym dworcu, wczesnym popołudniem) ze 100 PLN:

- Proszę zapłacić kartą.

- Nie mam polskiej karty.

- To jak pani radzi sobie w Polsce?

- Nie radzę sobie, bo tu nie mieszkam. Proszę przyjąć gotówkę.

- Skąd wy wszyscy bierzecie takie grube nominały?

I tak dalej. Pamiętałam na szczęście, że zrobiłam w swoim życiu ogółem 3 kursy asertywności; udało mi się dzięki temu rozumowaniu zachować równowagę i nie podwyższyć sobie ciśnienia.

W pociągu nie było już miejsc; usiadłam w przedziale, gdzie wkrótce zgłosił się prawowity (anglojęzyczny) posiadacz miejscówki. Ustąpiłam mu i poprosiłam o możliwość pozostawienia bagażu. - O, Boże, jak pani pięknie mówi po angielsku! - wykrzyknęło niezależnie od siebie dwoje innych pasażerów. - Taki zawód... - mruknęłam arogancko niczym James Bond. Z perspektywy tych kilku dni widzę jednak, że powinnam była państwu podziękować, co niniejszym czynię.

Potem było weselej; w przedziale dla matki z dzieckiem, gdzie usadził mnie konduktor, znaleźli się bowiem dwaj Amerykanie i pan Mirek z Podkarpacia. Ten ostatni nie był szczególnie trzeźwy; zasypywał nas opowieściami, a mnie propozycjami. Częstował ciastem i alkoholem, bez większego efektu, co go rozeźliło.


Po dwu i pół godzinie stanęłam nie bez ulgi na ziemi mazowieckiej.

- Mam wrażenie, że cała Polska jest jak ten pociąg... - rzucił mi na pożegnanie jeden z Amerykanów.


Co mogło niestety znaczyć: opóźniona i pijana, obawiam się.

Potem przez pięć dni mieszkałam u siostry, śpiąc na jednym materacu i prowadząc nocne Polek rozmowy o życiu; jadłyśmy chińskie jedzenie oraz kalmary i zupę jarzynową. W nocy dręczyły nas marudzeniem koty i dźwięki wybuchających petard. Umówiony dentysta nie chciał mi wyczyścić zębów, bo miałam wciąż opryszczkę; odesłana na wtorek po Nowym Roku, musiałam prosto z gabinetu wziąć taksówkę na lotnisko.

Po czym na Okęciu spędziłam trzy godziny, gdyż samolot lekko się zdezelował, i para dzielnych mechaników przykręcała do niego śrubkami pokaźny kawałek blachy na naszych przerażonych oczach. Odlecieliśmy godzinę po czasie.

Następnie przedzierałam się do Brukseli z lotniska w Charleroi, a dalej metrem do Kraainem i autobusem do Wezembeeku.

Wreszcie około siedemnastej weszłam do chłodnego mieszkania, gdzie głośnym wrzaskiem przywitał mnie wielce obrażony kot.

Podsumowując: mam wrażenie, że moje okołonoworoczne podróże obfitują co rok w niezapomniane przygody, które tutaj opisuję. Ale ten rok, tak myślę, ma szansę być naprawdę dobrym: wygrałam bowiem w Lotto całe 5 euro, to dobry prognostyk...





kadewu 20:13:14 8/01/2018 [komentarzy 0] Komentuj

Nowe - czy lepsze...

I tak, czytelniku, zaczął się nowy rok, już 2018.

Dla mnie 44. Wiadomo, co Mickiewicz pisał o tej liczbie. Trzeba ostrożnie.

Dla Jota jest to dwunasty. To rok przejścia do szkoły średniej.

Dla mojego kota to rok czternasty.

Jest więc parzyście.

Życzmy sobie zatem wszystkiego byle-nie-najgorszego w tych wszystkich parzystościach.



kadewu 20:30:50 3/01/2018 [komentarzy 0] Komentuj





[252062] ||Strona Główna
[4] ||
Księga Gości
[Dodaj do Księgi]


Dodaj do Ulubionych
Kadewu żyje, by czytać i czyta, by żyć. W pozostałym czasie rozmyśla i śpi. Mówi rzadko. Rocznik 1974.



Archiwum

2018
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2017
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2016
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2015
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
2014
Grudzień
Listopad
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2010
Grudzień
Wrzesień
Sierpień



Ulubieni




Linki

kultura w Brukseli
piękny blog


kadewu
JEDNYM OKIEM: Uwagi Kadewu na temat otaczającego ją świata z uwzględnieniem wynalazku pisma. Czyta jednym okiem, bo drugie nie działa.