Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
kadewu JEDNYM OKIEM


Kręcenie się w kółko

Zrobiłam wreszcie badanie serca - przezprzełykowe USG.

Sonda była trochę przerażająca: endoskop do gastroskopii ma tylko 6mm, a i tak pacjenta usypiają, a tutaj gruby wąż i pacjent przytomny. Dostałam w kroplówce połowę dawki Dormicum potrzebnej do zaśnięcia i zabieg był zupełnie znośny, a raczej: mam amnezję wsteczną. Natomiast po fakcie przełyk boli, a owszem, więc odradza się jeść przez kilka godzin.

Co mnie kosztowało 90 euro, które doniosłam w kopercie dnia następnego.

Wynik jest dobry, to jest nie mam otworu przetrwałego.

Co z tą wiedzą zrobi neurolog, naprawdę nie wiem. Na początku lipca zrobię jeszcze badanie polegające na mierzeniu czasu opróżniania żołądka i pasuję. Reszta po wakacjach.

Wrażenie, że poruszam się po okręgu, mam od dawna. Chyba czas zmienić szpital; może w St. Luc ktoś będzie miał pomysł na mnie i moją zakrzepicę.

 



kadewu 13:15:58 25/06/2017 [komentarzy 0] Komentuj

Godzenie się

 Ciągle czytam pasjami Mirona Białoszewskiego. Jego "Tajny dziennik" rozpadł mi się na kilka części (kto miał pomysł, by tak gruby tom kleić, a nie szyć?). Sięgam więc zależnie od nastroju po ten czy inny kawałek i chłonę. W czasach, gdy nie było Internetu, to właśnie Miron wiedział wszystko o wszystkich i wszystkim. Dużym błędem byłoby traktować go jako prostaczka piszącego wiersze o rupieciach mentalnie zrośniętego z Warszawą. Czuł się równie dobrze w Macedonii, Nowym Jorku czy Egipcie.

Fragment opisujący pobyt Mirona w Budapeszcie jest napisany po prostu mistrzowsko. Kto ma ochotę zobaczyć, na czym polega pierwszej wody talent literacki, niech tam zajrzy i zobaczy, jak pasjonująco można opisać zwyczajność.

Przekartkowałam też "Człowieka Mirona" Sobolewskiego. Szukałam, na własne potrzeby, określenia, które syntetycznie ujęłoby esencję twórczości Mirona, poezji i prozy. Najlepiej pasuje mi godzenie się. Cokolwiek się wydarzało - oswajał to i naznaczał sobą, wreszcie godził się z tym. W gruncie rzeczy to jedyne wyjście dla tych, którzy dotknięci są bytem - bo kiedyś odejdą w niebyt. Który też jest dobry, bo jest.

Miron, u którego życie i twórczość zlały się w jedno, był więc na pewno stoikiem, ale także epikurejczykiem i mistrzem zen. Pozornie zwykły, był w swojej twórczości wielki. (Wzruszył mnie wpis na forum Onetu pod jednym z nielicznych artykułów o Mironie: "mam tylko maturę, ale wiem, że Miron jest równy Słowackiemu i Mickiewiczowi"). Szkoda, wielka szkoda, że ciągle nie ma ulicy w swojej Warszawie.



kadewu 13:04:06 25/06/2017 [komentarzy 0] Komentuj

Adres

Zastanawiałam się, jaki jest bilans mojej wyprowadzki do Flandrii, do Wezembeeku. Przecież po sześciu latach porzuciłam Brukselę - to jest region Bruksela, bo w mieście Bruksela nigdy nie mieszkałam. Flandrii nie planowałam, szczerze mówiąc sentyment mam raczej do Walonii, ale mieszkanie, które mi odpowiadało, mieściło się w Brabancji flamandzkiej. Tylko dwa kilometry od mojego poprzedniego miejsca zamieszkania. Mieszkanie, jak się okazało, jest nad gabinetem dentystycznym, co od początku wydało mi się surrealistyczne. Pomieszczenia na pierwszym piętrze - kuchnia, jadalnia i salon, połączone w jedno - dziwnie przypomniały mi rodzinny dom, to jest dom moich dziadków. Z kuchni wychodzi się na balkon, a w zasadzie taras, bo schody z niego prowadzą do ogrodu, najprawdziwszego zupełnie i dość dużego, by grać w nim z piłkę albo kometkę.

Stary parkiet jest już dość zniszczony (rozesechł mi się dodatkowo w ostatnie upały) i ma wiele charakteru, bo wiele zniósł. Drewniane schody na górę i wejście na strych dopełniają reszty. To miejsce bardzo oldskulowe, a więc stylowe, lecz  pozbawione pretensjonalności - i jest mi tu wygodnie, z miejskim autobusem i miejskim tramwajem.Domek jest wąski i głęboko wchodzi w działkę - taki tu układ. Wnioskując z daty uwidocznionej na sąsiednim domu zakładam, że i mój powstał w latach trzydziestych XX wieku. Pierzeja tych  ceglanych domków ciągnie się niemal nieprzerwanie przez ponad cztery kilometry, wzdłuż ulicy M, która biegnie przez trzy miasteczka.

W gminie zapisałam się jako osoba francuskojęzyczna. Bo gmina, choć formalnie flamandzka, jest dwujęzyczna, i jej mieszkaniec musi się zdeklarować. Zjawisko francuskojęzyczności w gminach otaczających region brukselski wynika z tego, że mówiący w tym języku brukselczycy osadzają się chętnie na przedmieściach, skąd dogodnie im dojeżdżać do pracy. Choć historycznie te miasteczka są flamandzkie, łatwiej tu usłyszeć język Stromae'a. Z drugiej strony przykro, że obywatele są aż tak formalnie dzieleni ze względu na język...

Gdy rano jedziemy autobusem do szkoły, mijamy po obu stronach wąskich uliczek kipiące od kwiatów i liści ogrody otaczające ładniejsze lub brzydsze, ale zawsze interesujące domki. Kiedy się im przyjrzeć, ujawniają wiele ciekawych detali: tu domek ma swoje własne imię ("The Rusher"), tam nad wejściem wisi bicykl... Pora roku jest taka, że w przydomowych ogródkach królują róże. A ogródki są przeważnie nieuczesane, wpół dzikie, niewypindrzone. Niezwykle bujna jest tu roślinność. Wiele też egzotycznych roślinek; po sąsiedzku rośnie bambus. Kiedy trwały jeszcze treningi piłki nożnej i chodziliśmy na piechotę przez sąsiednie miasteczko Kraainem, co krok wpychałam nos do kwiatu takiej czy innej róży, która wychylała się z ogrodu na chodnik. Po tym, jak przekwitły oszałamiające jaśminy, swój słodki aromat rozpylają przydrożne lipy. Teraz trwa szczytowy czas dla roślin; jeszcze chwila, a dojrzała wegetacja zmieni się w obumieranie. Przecież dni już będą coraz krótsze.



kadewu 17:02:10 24/06/2017 [komentarzy 0] Komentuj

Zbyt mocna operacja słońca

Niewiarygodne temperatury jak na kraj nad Senną, nadal koło czterdziestu. Przebijałam się wczoraj przez Gare du Midi, żeby dotrzeć na konferencję, na której prezentowano narzędzie internetowe zawierające zresztą moje (polski) i siostry (słoweński) tłumaczenie. Zgrzałam się niemiłosiernie, zupełnie jak w Hiszpanii, niestety brak było akwenu dla ochłody. Impreza udana, do tego naprawdę świetny lancz, z przystawką w formie szklaneczki z krewetkami z cząstką pomarańczy i odrobiną musztardy - prawdziwie belgijski smak. Inną zakąską tego typu byłaby wydrążona morela wypełniona małymi krewetkami, ale tego  już miałam okazję skosztować przy innych okazjach. Danie główne składało się (z mojego wyboru) z sałatki z batatów oraz soczewicy.

Po imprezie zabrałam się z powrotem samochodem B. Jest Belgijką, jej tata był Afrykaninem (dlatego też pan technik, proszony zimą o podkręcenie ogrzewania w biurze zarzucił jej, że przyzwyczajona jest to upałów). Dla mnie B. jest wcieleniem belgijskości w najlepszym tego słowa znaczeniu, to jest ma duże poczucie surrealizmu. Rozmowa z nią to ciągłe przełączanie się między angielskim, francuskim i hiszpańskim - B. ma wykształcenie tłumaczeniowe. B. mówi, że jej siostra, ucząca francuskiego w Madrycie, nie odczuwa tak dotkliwie upałów, ponieważ na wysokości, na jakiej położone jest to miasto, niższa jest wilgotność. Ale zgadza się ze mną, że przydałoby się nam w Brukseli morze. Na światłach pokazuje mi zdjęcie starszego synka w telefonie. -Masz zielone!- wołam, bo przez te parę sekund blokujemy ruch.

- Mówią, że Bruksela jest najbardziej zakorkowanym miastem Europy.- rzucam.

- Tak, ale ja jeżdżę tymi wszystkimi małymi uliczkami - stwierdza B. Po drodze gubimy się kilkakrotnie, ale nikomu to nie przeszkadza. Zatrzymujemy się pod kwiaciarnią, bo akurat czeka nas impreza pożegnalna dwóch koleżanek. B. parkuje z fantazją przed wyjazdem z parkingu podziemnego. - A la sauvage! - śmieje się.

Wieczorem, kiedy zmyłam z siebie pod prysznicem całą historię dnia, dowiedziałam się z mediów, że jakiś żałosny typ wysadził na Gare Centrale walizkę z pojemnikami gazu i z gwoździami. Zginął od kuli żołnierza. Może to upał, może chciał pośmiertnej sławy. Policja znała go w związku z narkotykami. Ja ciągle nie wiem, co pcha ludzi do konstruowania domowych bomb, a tym mniej - do wysadzania siebie i otoczenia. Bo życie w Brukseli jest przecież piękne, i brakuje nam tylko morza.

 



kadewu 21:19:15 21/06/2017 [komentarzy 0] Komentuj

Leżę na trawie gdzieś we Flandrii

I taką mam jedynie refleksję, że dobrze jest leżeć. Obok mnie kot. W słońcu  czterdzieści stopni, naprawdę.

Wczoraj po prostu fotografowałam niebieskość nieba. Brak mi było słów na opisanie rzeczywistości.



kadewu 22:02:55 19/06/2017 [komentarzy 0] Komentuj

Lato trwa

Wokół trwa lato, tak zupełnie nieoczekiwane, że aż nie do wiary. Wszyscy oszołomieni, bo temperatura wynosi co dzień powyżej dwudziestu stopni, no i nie pada.

Może popada dziś; zanosi się od czwartku na burzę.

Ale nie łudzę się; lato wyczerpie wkrótce swój limit dobroci i nic nie zostanie na lipiec i sierpień.

Trwa moja bieganina związana z być może nową pracą: byłam w kadrach. To było bardzo specjalne doświadczenie, które pozostawiło na mnie trwały ślad. Nie, nie mam zespołu stresu pourazowego, jestem tylko wyczerpana. Moją rozmówczynią była pani Belgijka, niepozbawione wdzięku połączenie biurokracji i leseferyzmu. Próbując zdefiniować, na jaką część etatu pracowałam w 2002-2003 roku, stwierdziła: -Hm, 33,3%... Wpiszemy 35, nie?

Wczoraj minęły trzy lata, odkąd zaczęłam - po dwuipółletniej przerwie - ponownie pracować. -I jak? - spytał kierownik. -Czy ja narzekam?- odpowiedziałam.

Bo nie narzekam, ale chyba czas na zmianę.



kadewu 17:57:45 17/06/2017 [komentarzy 2] Komentuj

Pamięci anioła. Poeta przemawia po latach.

Na nowy tomik Davida Shapiro czekaliśmy 15 lat. Ukazał się 2 stycznia tego roku, w 70. urodziny poety (a także krytyka sztuki i nauczyciela akademickiego) i wydaje się być jednocześnie podsumowaniem długiej kariery poetyckiej, jak i pożegnaniem z nią.

Shapiro jest dla mnie ważny: poświęciłam mu ciekawą i chyba udaną pracę magisterską i piszę o nim pracę doktorską, która, kto wie, może kiedyś ujrzy światło dzienne.


Tytuł tomu zaczerpnięto z koncertu skrzypcowego wiedeńskiego kompozytora Albana Berga. Jest także aluzją do postaci Angelusa Silesiusa (Johanna Schefflera), XVII-wiecznego poety, filozofa i mistyka związnanego z Wrocławiem. To – jak się wydaje - u Shapiro nowy trop; jego wcześniejsze utwory nieraz nawiązywały do szwedzkiego mistyka Swedenborga wierzącego, że wszystko w świecie łączy się ze wszystkim. Angelus Silesius pojawia się w tytule jednego z wierszy („Anioł ze Śląska”) dedykowanego Leonardowi Cohenowi; wiersz ten przez swą przewrotną prostotę kojarzy się nieco z dziełami księdza Baki.


Tomik zawiera interesujący zbiór utworów, w których przewijają się najważniejsze tropy poetyckie, do jakich przyzwyczaił nas Shapiro; mamy tu do czynienia ze swoistym recyclingiem i autocytatami z utworów wcześniejszych. Wspominany jest tutaj Rimbaud, Pessoa, Koch, Ceravolo (poeci), John Hajduk (architekt), Jasper Johns (malarz), Andy Warhol (wiadomo…). Wśród metafor wymienia się śnieg, drzwi, ekran, ptaki, sen; nowością są tropy cielesne: oczy, zęby, włosy… Występują także licznie tak częste u poety arbitralne i zaskakujące porównania. Nie jest to zresztą metoda pozbawiona humoru: otrzymujemy na przykład długi utwór w całości oparty na porównaniach, doprowadzonych do zabawnego absurdu:


Pocałunki w pierś
jak rosnący dar
jak komik
zaatakowany przez wojsko
jak mózg wybuchający
dzikimi darami
jak księga
niezwykłych wyrażeń
jak pocałunki w
twój kark…
(„Porównania”).


Pogłębiona lektura ujawnia, że głównym tematem tych wierszy jest sama poezja. Autotematyczność dochodzi do głosu na przykład w utworze „Niechciane wiersze”:


Nieśmiało spytał cię czy może dla ciebie pisać
wiersze
Nie pamiętam jej odpowiedzi
Powiedziałem Nie ma nic gorszego niż niechciane wiersze
W marynarce można iść pod sąd
za niechciane wiersze czy raczej wysłanie
Albo mówienie niechcianymi wierszami
Biedna poezja! Zawsze chciałem napisać
Ten wiersz pod tytułem Niechciane wiersze
Może i tak wziąłem i zrobiłem jak ujął to niechciany poeta
Lecz spójrz na śnieg jako dar: znienawidzony przez podróżnych
zostaje wreszcie pokochany i porównany do poezji
Nienawiść do śniegu ma swoje granice
Wreszcie - śnieg rozświetla światy jak (twoje) zęby
w uśmiechu gdy przyjmujesz moje być może potrzebne wiersze


Odnajdujemy tu też odniesienia do snu i snów, które często występują w poezji Shapiro jako trop, konwencja i metoda twórcza – poeta notuje swoje sny. Tym razem sen zostaje odrzucony:


Zapomnij sen
Zapomnij poezję otrzymaną we śnie
Zapomnij Nowy Jork, zapomnij język
Zapomnij że uwielbiasz gwałtowne burze z piorunami
(…)
Zapomnij sam wielki glob
Zapomnij anioły na Śląsku
Zapomnij prowiant na wycieczkę
Zapomnij twarz
(„Zapominanie snu dedykacja (nastąpi)”)


Co ciekawe, wiersze z tego tomiku są często prostsze formalnie niż dotychczas, jakby w odpowiedzi na częsty zarzut krytyki, że to poezja kapryśna, niełatwa i nieprzedstawiająca. „Ku pamięci anioła” czyta się bez wysiłku,z przyjemnością, która jest tym większa, im lepiej znamy wcześniejsza twórczość poety: łatwiej wtedy rozszyfrować odniesienia, cytaty, czyli to, co krytycy nazywają jego „rodzinną mitologią” z postacią dziadka (wybitnego kantora) na czele … Ale nie jest to wiedza, bez której najnowszego tomiku smakować się nie da; wydaje się właśnie, że w tomie najnowszym poeta podaje nam siebie w wersji light.


Jednak czy to zarzut? Niekoniecznie. Martwi jedynie, że poeta spogląda wciąż wstecz. Czyżby miał już nic nie napisać?


Gdy spotkaliśmy się w Nowym Jorku 8 kwietnia ubiegłego roku, będący w wybornej formie intelektualnej poeta najpierw zafundował mi bilet do Metropolitan Museum, dokąd regularnie przychodzi z kolejnymi rocznikami studentów William Paterson College, a następnie dosłownie przeciągnął przez sale ze zbiorami – od średniowiecznego po współczesny, mając do powiedzenia wiele o każdym eksponacie - będąc przecież znajomym De Kooninga, Pollocka i wielu innych wielkich. Po trzech godzinach wciąż miał energię i swadę. Jest jednak poważnie chory i także dlatego wydaje się, że myśli jeśli nie o zakończeniu działalności, to przynajmniej o jej ograniczeniu.


I na koniec uwaga interpretacyjna: poezja może przemawiać do czytelnika na wielu poziomach. Najczęściej wywołuje u nas wzruszenie emocjonalne, estetyczne lub intelektualne. Shapiro jest mistrzem tych dwóch ostatnich.


David Shapiro, In Memory of An Angel. City Lights Books, San Francisco 2017. Ok. 12 USD.



kadewu 17:49:38 11/06/2017 [komentarzy 0] Komentuj

Galop wpieriod

Wpieriod znaczy naprzód, jakby kto nie oglądał za młodu rosyjskich filmów wojennych.

Wczoraj zaczęłam dzień o szóstej, gdyż o 8.00 miałam badania wstępne do nowej pracy. W momencie gdy wstałam, wybuchła Pani Burza.

Jota odstawiłam do szkoły na 7.30, co jest jego absolutnym rekordem i wskazanej godzinie rozpoczęła maraton badań i wywiadów lekarskich, który trwał do pierwszej i obejmował zasięgiem pół miasta, bo dochtorzy przyjmowali też w swoich gabinetach. Potem, wykończona, powlokłam się do biura. Byłam nawet dość wydajna i załatwiłam parę spraw.

Przez cały dzień nie udało mi się nic zjeść - aż do 18.00, gdy Jot postawił mi lody.

O 23.00 po prostu padłam. Przespałam jedenaście godzin, w trakcie których śniła mi się wojna atomowa i śmierć rodziców. Nie obudziłam się nawet, świadoma, że rodzice i tak dawno nie żyją. A na wojnę nic nie poradzę.

Teraz późne śniadanie, suszenie włosów na balkonie, bo pogoda ładna, ogarnianie kuchni.

Ciekawam, czy nowa praca stanie się rzeczywistością i co mnie tam czeka.



kadewu 12:35:44 10/06/2017 [komentarzy 0] Komentuj

Czas

Czytam więc i oglądam Mirona.

Te szczegóły, to małe żyćko; organizowania codzienności; drobne zakupki, walka o byt, spotykanie się, pożegnania, śmierci, wzruszenia. Wielka mała rzecz.

Zawdzięczam Mironowi bardzo wiele; pisanie na jego temat pozwoliło mi przedostać się przez etap rejonowy do centralnego olimpiady języka polskiego i literatury polskiej. Tam już sobie poradziłam.

Znam jego twórczość dobrze, może nawet bardzo dobrze. Widzę podobieństwa, jak to w ludzkim życiu. Zrywy, "nie obda się wszystkich sobą". Ta twórczość, tak autotematyczna, zmusza do refleksji nad sobą. Teraz mam taki etap: czterdzieści trzy lata, o dziwo wszystkie zęby, wydałam na świat jedno ludzkie stworzenie; tłumaczyłam to i owo, ale nie opublikowałam własnego nic.

I tak. A niech ta.



kadewu 20:29:39 5/06/2017 [komentarzy 0] Komentuj

Nieporuszona samotność

Wielka sprawa: za tydzień idę na spotkanie z Suzanne Vegą, nowojorską poetką, piosenkarką i modelką, która w 1987 r. dała się poznać światu piosenką "Luka" o bitym przez rodziców chłopcu.

Teraz nagrała płytę inspirowaną twórczością pisarki Carson McCullers, której "Serce to samotny myśliwy" pamiętam dobrze ze studiów.

Bardzo mnie zainspirowała w moich nastoletnich czasach jej płyta "Solitude Standing".

http://passaporta.be/en/agenda/suzanne-vega-on-carson-mccullers



kadewu 14:08:41 5/06/2017 [komentarzy 0] Komentuj

Przekład, rozkład, wykład

 Czytam czasem gazetkę o kulturze w Brukseli. Kiedyś nazywała się Agenda, teraz - Bruzz. Jest darmowa; ukazuje się w czwartki. Można ją pobrać na stacjach metra.

Wożę ze sobą stary numer z końca kwietnia, bo utkwił mi w głowie pewien artykulik. To recenzja "The way she dies", sztuki na podstawie "Anny Kareniny" wystawionej między 20 a 24 kwietnia 2017 w Kaaitheater.

"[Tiago] Rodrigues [reżyser] pokazał jasno, że produkcje teatralne są zawsze tłumaczeniami oryginału"...

..."Ten nowy tekst zakłada także, że tłumaczenie jest zdradą - to negocjacje między pierwotnymi intencjami i nowymi interpretacjami. Producenci teatralni nie tylko tłumaczą teksty na różne języki, dla nowych scenografii i nowych epok, ale także zmieniają słowa na czyny. Dobre wieści są takie, że te tłumaczenia rozwijają jedynie potencjalne znaczenie tekstu źródłowego."

Te refleksje pozostają w zgodzie z poglądami Davida Shapiro, który za Walterem Benjaminem utrzymuje w swoich wierszach, że utwór jest zawsze niedoskonałym tłumaczeniem pierwotnej idei, przekładem z języka aniołów.

A przed sobą mam - "Ku pamięci anioła" - ostatni tomik Shapiro.

 

Bruzz, 7-20.04.2017



kadewu 13:07:13 5/06/2017 [komentarzy 0] Komentuj

Odsypianie

Mam długi weekend zielonoświątkowy. Tutaj poniedziałki Zielonych Świątek są dniem wolnym od pracy. Korzystam z tego, sypiając od wczoraj po dziesięć godzin. Z piątku na sobotę ze środkiem przeciwbólowym, wczoraj już bez.

Wróciłam do lektury "Tajnego dziennika" Mirona B., i oto są skutki - najbardziej pokrętne sny, jakie można sobie wyobrazić.

Śnił mi się zegar ścienny mojego dziadka ze śląskiej pracowni Gustawa Beckera. Jedyna cenna i ładna rzecz, jaka nam z siostrą pozostała. Przyjrzałam się lepiej - to nie zegar, to portret Roosevelta. I wypadł mi ten Roosevelt, i okazuje się, że jest martwy. Ale ktoś mierzy mu puls - coś tam się tli. Więc ja podejmuję masaż serca. Prezydent się ocyka, serce bije. Ale po chwili arytmia, znowu mdleje. Decydujemy dzwonić na pogotowie, a do tego czasu robię dalej ten masaż.

Budzę się co najmniej zdziwiona tą fabułą.

Leżę sobie, kot miauczy z udawanego głodu, omdlewającym głosem. Miron miał rację: ciało jest jedyną rzeczywistością. Przesuwam rękami po własnym ciele - jestem, pod skórą kości. Skóra niby dobra, gładka jak koński nos - a przecież to błąd genetyczny, wada kolagenu. Lewy bark - boli, zapalenie ścięgna znowu się odzywa. Prawy bok - nie mogę spać, ucisk powoduje ból w okolicach zatkanej żyły. Kolana wystają, miednica się rozpycha. W brzuchu woda się zebrała, więc nie bardzo piękny. Jednak byt jest dobry, bo jest - powiedział Miron, i miał rację.

Za oknem wiatr, chmury raz przyjazne, raz deszczowe.



kadewu 14:01:22 4/06/2017 [komentarzy 0] Komentuj





[178596] ||Strona Główna
[4] ||
Księga Gości
[Dodaj do Księgi]


Dodaj do Ulubionych
Kadewu żyje, by czytać i czyta, by żyć. W pozostałym czasie rozmyśla i śpi. Mówi rzadko. Rocznik 1974.



Archiwum

2017
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2016
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2015
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
2014
Grudzień
Listopad
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2010
Grudzień
Wrzesień
Sierpień



Ulubieni




Linki

kultura w Brukseli
piękny blog


kadewu
JEDNYM OKIEM: Uwagi Kadewu na temat otaczającego ją świata z uwzględnieniem wynalazku pisma. Czyta jednym okiem, bo drugie nie działa.