Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
kadewu JEDNYM OKIEM


Księżniczka na cienkiej igle

Po sobocie miał nastąpić krwawy poniedziałek, ale doktor zdecydowała, że kłujemy się we wtorek. Zatem wtorek.

Udało mi się dojechać do laboratorium dość wcześnie, bo po ósmej. Wtorki są dobre, bo ludzi w kolejce mało. Ale jednak moje zlecenia przysłane są mailem, więc zanim pani rejestratorka znalazła moje nazwisko online, minęło trochę czasu. Na pobranie nie czekałam, było sprawnie, choć nie bezboleśnie. Do zobaczenia za parę dni.

W laboratorium można wypić kawę za darmo. Może jest i średnia, z nabojów, ale jest też przy tym ciepła, może być słodka i zabielana śmietanką. Jest też płynem, a to przydaje się po pobraniu. Kiedy pomyślałam, że wrócę tam za dwa, trzy dni dni - owszem, zrobiło mi się dość nędznie. Nie żebym specjalnie bała się wkłucia i pobrań. Mam dość. I choć mam dość, będę musiała znowu tam pójść. Bo to ważne. I tak przez kolejne miesiące.

Tymczasem u nas lato przechyla się w stronę jesieni, chodniki pachną opadłymi liśćmi, z łupinek wychylają się kasztany. W sklepach pojawiły się kasztany jadalne. Czas mija nie zwracając uwagi na moje znużenie i zniechęcenie. I cześć.

Następny odcinek narzekania w piątek.



kadewu 22:01:01 27/09/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Z igłą w tle

W ubiegły piątek moje wyniki przestały się podobać, jak już pisałam. Kazano więc mi brać jedną tabletkę więcej i zbadać się ponownie. Moje żyły wyglądają przez to nieziemsko, a to nie koniec.

Dzisiaj doktor znowu ścignęła mnie mailem: wyniki ciągle spadają, trzeba zwiększyć dawkę. Powlokłam się więc (pracuję jedną stację metra dalej) do niej po nową rozpiskę: 4 mg zamiast jednego, badanie co drugi dzień.

A jak już się ustabilizuje, to zastanowimy się, skąd się to wszystko wzięło.

To oznacza kłucie w sobotę, poniedziałek, środę...

Nie przepadam, ale co zrobić.

 



kadewu 23:00:12 22/09/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Procent

Od sierpnia leczę się na zakrzepicę trzewną. Raz w tygodniu mam pobieraną krew w celu zbadania współczynnika INR - dla osoby chorej biorącej leki przeciwkrzepliwe  powinien mieć wartości 2-3. W piątek czułam się średnio, więc poszłam do dr H. Pobrała mi krew, a 6 godzin później jej wspólniczka dr R. zadzwoniła do mnie z wieścią, że mój czynnik to tylko 1,3 i muszę zgłosić się na ostry dyżur. Osiemnasta w piątek to zdecydowanie nie jest czas skłaniający do wizyt w szpitalu, ale co było robić.

Po tym, jak powtórzyłam swoją żałosną historię pielęgniarzowi i lekarzowi (wyglądał mi na morfinistę), zostałam na leżance w pomieszczeniu zabiegowym, gdzie zakłada się szwy (tak głosił napis na drzwiach). Lekarz poszedł dzwonić do dr R. z prośbą o przesłanie wyników. Leżanka nosiła ślady wieloletniego użytkowania: spękany skaj widział już pewnie tysiące zakładanych szwów. Wiadomo, że pobyt w szpitalu czy na izbie składa się głównie z czekania. Pamiętam dobrze leżenie w tomografie cztery tygodnie wcześniej i ponure myśli o ciągu dalszym. Po wyturlaniu się z tomografu, już na oddziale i we własnym łóżku i pod kroplówką z heparyną sprawdziłam dzięki smartfonowi, że mam jakieś 80% szans na dalszy pobyt na najlepszej z planet.

Tym razem odesłano mnie do domu.



kadewu 18:53:11 18/09/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Wezembeek. Łezembek.

Chciałam spełnić obowiązek meldunkowy - w odniesieniu do dziecka. Poszłam więc do urzędu miejskiego, gdzie, okazało się, pani od spraw obcokrajowców nie było. Jednak pani od spraw tubylców ulitowała się i zajęła moją sprawą. Patrząc na paszport Jota powiedziała: - Chce pani zarejestrować córkę?

- To ładny chłopczyk- wyjaśniłam z naciskiem. Ma na imię JOT.

I tak udało mi się połowicznie załatwić sprawę; muszę wrócić do urzędu, gdy wróci pani ds. obcokrajowców.

Drugą sprawą życiowej wagi było kupienie worków na śmieci ogólne. Rzecz łatwa i niedroga w Brukseli. Tymczasem narosły mi już trzy worki odpadów, ubranych prowizorycznie w worki brukselskie. Nie pachniały już najlepiej. W internecie wyszukałam punkty sprzedaży (w najważniejszym, czy supermarkecie Delhaize nie ma ich od dwóch tygodni).

Wybraliśmy najbliższy punkt, sklep z nasionami. Miła i rozmowna pani podała mi rulon dwudziestu worków żądając euro za sztukę. Dech mi zaparło, ale co miałam zrobić. W Brukseli płaciłam jedną dziesiątą tej kwoty...

No, to się rozgościłam w Łezembeku.



kadewu 12:17:11 18/09/2016 [komentarzy 0] Komentuj





[191909] ||Strona Główna
[4] ||
Księga Gości
[Dodaj do Księgi]


Dodaj do Ulubionych
Kadewu żyje, by czytać i czyta, by żyć. W pozostałym czasie rozmyśla i śpi. Mówi rzadko. Rocznik 1974.



Archiwum

2017
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2016
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2015
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
2014
Grudzień
Listopad
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2010
Grudzień
Wrzesień
Sierpień



Ulubieni




Linki

kultura w Brukseli
piękny blog


kadewu
JEDNYM OKIEM: Uwagi Kadewu na temat otaczającego ją świata z uwzględnieniem wynalazku pisma. Czyta jednym okiem, bo drugie nie działa.