Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
kadewu JEDNYM OKIEM


Dzień jak nigdy

Gdy wstałam rano, do razu świat zaprezentował mi się z tej trudniejszej strony. A ja nienawidzę wstawać rano, zwłaszcza po nocy, kiedy to trzycentymetrowe grudki gradu próbowały stłuc mi okna (wszystkie prócz jednego to okna dachowe, co wzmacnia efekty dźwiękowe i nakręca panikę) i świetliki. Sms od pani, która mi sprząta królestwo, nie pozostawiał wątpliwości: komunikacja nie jeździ. Ponieważ, ponieważ na 24 czerwca już dawno związki zawodowe ogłosiły strajk powszechny. W takich wypadkach pierwsze w szeregu jest przedsiębiorstwo komunikacyjne. Spojrzałam na stronę internetową STIB-u - ni metro, ni autobusy, ni tramwaje. Nie masz nadziei! Nie idziemy do pracy.

I wtedy włączyłam radio (7.30), i komercyjna stacja C. ogłosiła, że wbrew wcześniejszym nadziejom Brytyjczycy postanowili w referendum powiedzieć bye, bye Europie.

Rynki poszły w dół, radio rozgadało się komentarzami i opiniami. Kiedy ochłonęłam, stwierdziłam, że w takim razie trudno, najwyżej  przyjmiemy Szkotów i Irlandczyków z północy.

Bo co innego można powiedzieć. Ech, oni nawet jeżdżą po złej stronie jezdni.


 



kadewu 21:44:19 24/06/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Madame Ł. poczeka

No i klops. Dr chirurg przyjmie mnie 13 września; muszę czekać.

Albo poszukać innego.

Wyniki gastro poznam 4 lipca; zwolnienie lekarskie za 15.06 zaginęło na poczcie.

Ciekawe.

Jednocześnie chodzę po okolicy i oglądam mieszkania do wynajęcia, bo do końca sierpnia muszę zmienić lokal na mniejszy.

Tyle wrażeń! A temperatura wzrosła do 30 stopni.



kadewu 18:57:59 22/06/2016 [komentarzy 0] Komentuj

I co dalej, madame Łiłial

14 czerwca znalazłam się w gabinecie Madame D., która zgodziła się ze mną, że noszone przeze mnie od stycznia okulary pryzmatyczne nie pomogły. Dowiedziałam się po badaniu dna oka, o bogowie, że moje lewe oko jest teraz krótkowzroczne, podczas gdy prawe jest nadal dalekowidzące. Może by tak zmienić szkła? I poczekać. Ja jednak zażądałam spotkania z chirurgiem, który być może będzie umiał wzmocnić mięśnie wokół prawego oka. Ale dr nie podał jeszcze dat przyjęć na czerwiec; czekam więc na telefon.

Po zakropieniu oka przez Madame D. nie widziałam dobrze przed dwa dni. Ciekawie pisało mi się maile w pracy. Niektóre nawet bez błędów.

15 czerwca o 7.38 przyjęto mnie na oddział jednodniowy szpitala E.C., gdzie doktor P. wykonał kolejną gastroskopię z pobraniem wycinków z przełyku. Niestety, anestezjolog przy tej okazji przebił mi żyłę (tętnicę? żyłę? - wahał się niefachowo, podczas gdy moja kołdra zabarwiała się na czerwono). 27 powinnam mieć wyniki.

Może to coś pomoże, może codzienny bój stanie się choć trochę łatwiejszy. Kto wie.



kadewu 12:11:09 18/06/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Ze wsi

W poniedziałek miałam dzień medyczny, zupełnie jak 21 marca (po którym nastąpił tragiczny 22 marca i ataki terrorystyczne: tym razem analogii nie było). Zaczęłam o 8.30 od mammografii przy rondzie Montgomery'ego. Kiedy wyszłam z metra, kątem oka dostrzegłam panią rozdającą jakieś ulotki. Przemknęłam bokiem, szczególnie, że przy niej stał ktoś wyglądający na dziennikarza, więc pewnie chciałby zadać mi kilka pytań. Po chwili dopiero zdałam sobie sprawę, że ta pani z ulotkami to Joelle Milquet, minister edukacji. Hm. http://www.joellemilquet.be/

Badanie wyszło pomyślnie i równie drogo, jak co rok. Wieczorem popędziłam do dra P. na drugi koniec miasta. Tuż przed moim wyjściem ustała ulewa, a temperatura w okolicy 25 st. powodowała, że byłam lekko nieświeża. Dodatkowo, dla poprawy humoru, dr P. zaprosił mnie na kolejną gastroskopię z pobraniem wycinków z przełyku. Ucieszyłam głośno się na myśl o znieczuleniu: doktor na pewno uważa mnie już za osobę dość ekscentryczną.

We wtorek ulewa trwały w najlepsze. Po gorącym dniu (bogowie! 27 stopni) zerwała się burza. Nie mogliśmy z Jotem opuścić trenu szkoły, bo pioruny waliły nam nad głowami. Jot zabijał więc czas grając z Gastonem w piłkę i licząc z nim sekundy miedzy błyskiem a grzmotem. Korzystając z chwili, gdy dziki deszcz przeszedł w cywilizowany deszczyk, przebiegliśmy do pobliskiego centrum handlowego - Jot poszedł na lekcje muzyki, a ja czekałam pod handlowym (szklanym) dachem. Dach, naprawiany rok temu, szybko się poddał, i pani z kwiaciarni oraz państwo z obsługi łapali wiadrami, mopami i na inne sposoby litry wody zalewające posadzkę.

W centrum jest tylko jedna ławeczka: naprzeciwko wyjścia z metra. Tam też przysiadłam sobie z gazetą. Naraz zauważyłam panią szukającą drogi. Zagadnęła mnie naturalnie i spytała o przystanek autobusu nr 36. - Zaraz pani pokażę.- zaoferowałam się, bo to blisko, no i prawie nie padało - można było wysunąć nos na dwór i pokazać podróżnej rondo z przystankiem.

Pani się ucieszyła: -Bo widzi pani, kogo nie spytam, to mówi tylko po angielsku.

-Bo to Stockel.- zażartowałam. (Mamy wybitnie wysoki współczynnik cudzoziemców).

-No cóż, w końcu przyjechałam ze wsi Uccle. - odgryzła się dowcipnie pani (Uccle jest bogatą gminą willową). - Jadę do Ste Alix. Czy to daleko? Może można na piechotę?

-Według mnie to 3-4 przystanki. Nie w taką pogodę.

-Nie narzekajmy, przecież to Belgia!- usłyszałam jeszcze na pożegnanie.

Co oznacza, że co by się nie działo, jest normalnie.

Było trochę podtopień i zalań. Jeździli strażacy. Dziś wrócił upał, a wkrótce zaczną się mistrzostwa Europy w piłce nożnej. A drużyna piłkarska to spoiwo, które łączy różnojęzycznych Belgów.




kadewu 20:37:48 9/06/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Ze wsi

W poniedziałek miałam dzień medyczny, zupełnie jak 21 marca (po którym nastąpił tragiczny 22 marca i ataki terrorystyczne: tym razem analogii nie było). Zaczęłam o 8.30 od mammografii przy rondzie Montgomery'ego. Kiedy wyszłam z metra, kątem oka dostrzegłam panią rozdającą jakieś ulotki. Przemknęłam bokiem, szczególnie, że przy niej stał ktoś wyglądający na dziennikarza, więc pewnie chciałby zadać mi kilka pytań. Po chwili dopiero zdałam sobie sprawę, że ta pani z ulotkami to Joelle Milquet, minister edukacji. Hm. http://www.joellemilquet.be/

Badanie wyszło pomyślnie i równie drogo, jak co rok. Wieczorem popędziłam do dra P. na drugi koniec miasta. Tuż przed moim wyjściem ustała ulewa, a temperatura w okolicy 25 st. powodowała, że byłam lekko nieświeża. Dodatkowo, dla poprawy humoru, dr P. zaprosił mnie na kolejną gastroskopię z pobraniem wycinków z przełyku. Ucieszyłam głośno się na myśl o znieczuleniu: doktor na pewno uważa mnie już za osobę dość ekscentryczną.

We wtorek ulewa trwały w najlepsze. Po gorącym dniu (bogowie! 27 stopni) zerwała się burza. Nie mogliśmy z Jotem opuścić trenu szkoły, bo pioruny waliły nam nad głowami. Jot zabijał więc czas grając z Gastonem w piłkę i licząc z nim sekundy miedzy błyskiem a grzmotem. Korzystając z chwili, gdy dziki deszcz przeszedł w cywilizowany deszczyk, przebiegliśmy do pobliskiego centrum handlowego - Jot poszedł na lekcje muzyki, a ja czekałam pod handlowym (szklanym) dachem. Dach, naprawiany rok temu, szybko się poddał, i pani z kwiaciarni oraz państwo z obsługi łapali wiadrami, mopami i na inne sposoby litry wody zalewające posadzkę.

W centrum jest tylko jedna ławeczka: naprzeciwko wyjścia z metra. Tam też przysiadłam sobie z gazetą. Naraz zauważyłam panią szukającą drogi. Zagadnęła mnie naturalnie i spytała o przystanek autobusu nr 36. - Zaraz pani pokażę.- zaoferowałam się, bo to blisko, no i prawie nie padało - można było wysunąć nos na dwór i pokazać podróżnej rondo z przystankiem.

Pani się ucieszyła: -Bo widzi pani, kogo nie spytam, to mówi tylko po angielsku.

-Bo to Stockel.- zażartowałam. (Mamy wybitnie wysoki współczynnik cudzoziemców).

-No cóż, w końcu przyjechałam ze wsi Uccle. - odgryzła się dowcipnie pani (Uccle jest bogatą gminą willową). - Jadę do Ste Alix. Czy to daleko? Może można na piechotę?

-Według mnie to 3-4 przystanki. Nie w taką pogodę.

-Nie narzekajmy, przecież to Belgia!- usłyszałam jeszcze na pożegnanie.

Co oznacza, że co by się nie działo, jest normalnie.

Było trochę podtopień i zalań. Jeździli strażacy. Dziś wrócił upał, a wkrótce zaczną się mistrzostwa Europy w piłce nożnej. A drużyna piłkarska to spoiwo, które łączy różnojęzycznych Belgów jak nic innego. Tych z Uccle i ze Stockelu...



kadewu 20:24:16 8/06/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Po co komu smartfon

Okazało się prędko. Gdy w czwartek wróciłam do domu po 23.00, po spotkaniu z prof. Płatek, Joanną Piotrowską i Renatą Dancewicz poprzedzającym Kongres Kobiet i nie zastałam nigdzie kota, nabrałam podejrzeń, że wypadł przez okno. Początkowo nie chciałam w to uwierzyć, bo Janis nie jest głupia: 11 lat temu podobna przygoda zdarzyła się jej siostrze i odtąd Janis to chodząca ostrożność.

Ale nigdzie jej nie było.

Spadła po stronie ogrodu. Tam usłyszałam jej miauki. Ale ogród jest zamknięty: dostęp do niego mają tylko mieszkańcy z parteru. Zaczęłam do nich wydzwaniać, dobijać się do drzwi: sukces żaden, bo nikt przecież nie wpuści nieznajomej z dziwnym akcentem o północy do swojego domu, by mogła wejść do ogrodu, a klucza też niby nikt nie miał. La vie.

Przeczesywałam z pomocą smartfonowej latarki gęste zarośla w pobliżu płotu oddzielającego nasz ogród od sąsiedniej posesji. Przeklinałam belgijską florę, zresztą także i faunę: kiedy nasłuchiwałam kota, w gęstym żywopłocie mogły przecież szurać jeże, listy, inne koty i kto wie, co jeszcze. Po jakiejś półgodzinie zabłysły tam wreszcie  znane mi złote ślepia. Przywołana, Janis przyszła do mnie i dała się zanieść do domu.

To nie koniec historii, bo kot sikał krwią i wymagał wizyty u weterynarza. Ale dr G. nie znalazł żadnych złamań. Dał tylko zastrzyk, tabletki przeciwbólowe i zdroworozsądkowe zalecenia. Janis jest cała i zdrowa; minęło już 6 dni.

Powinnam, ale nie mogę zabezpieczyć okien dachowych. Jedno z nich otwarło się pod wpływem wiatru i Janis spadła trzy piętra niżej. Znaleziona - poobijana, poszła spać do łóżeczka Jota (bo dzieci są najcieplejsze, powiedział dr G.). Czuwałam do 2.00, kiedy to obudziła mnie, bo się na mnie mościła.

Zgubiła się, to jej szukałam, wiadomo. Zrobiłabym to samo dla Jota i dla przyjaciół też.

Smartfon się przydał, a zwłaszcza latarka.




kadewu 18:49:37 1/06/2016 [komentarzy 0] Komentuj





[191909] ||Strona Główna
[4] ||
Księga Gości
[Dodaj do Księgi]


Dodaj do Ulubionych
Kadewu żyje, by czytać i czyta, by żyć. W pozostałym czasie rozmyśla i śpi. Mówi rzadko. Rocznik 1974.



Archiwum

2017
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2016
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2015
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
2014
Grudzień
Listopad
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2010
Grudzień
Wrzesień
Sierpień



Ulubieni




Linki

kultura w Brukseli
piękny blog


kadewu
JEDNYM OKIEM: Uwagi Kadewu na temat otaczającego ją świata z uwzględnieniem wynalazku pisma. Czyta jednym okiem, bo drugie nie działa.