Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
kadewu JEDNYM OKIEM


Czarna noc

Wspomina się tych, co odeszli, a przecież są blisko, jeśli w naszych myślach i snach. Do mnie przychodzą czasem rodzice.

Im dłużej myślę, tym jaśniej widać, że unieśmiertelniamy się przez wspomnienia i ślady - dzieci, dzieła, zapiski.

Kiedyś po prostu trzeba będzie odejść, i zawsze to będzie za wcześnie.

Jak pisał poeta Miron B.,

...A kiedy porwie się taniec,
zwyczajem każdego kłębka,
pójdę do nieba -
gdzie się nic nie czuje,
gdzie od początku byłem, zanim byłem,
gdzie już do końca będę, gdy nie będę,
tam - radość nie do opisania.

Choć wiemy przecież, że nieba nie ma, a tylko pamięć.



kadewu 22:14:27 31/10/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Szara sprawa

W biurze od pewnego czasu mówi się o myszach. Koledzy nawet rozsyłali mejlami fotografie małego, brązowego stworzenia stojącego słupka w sąsiedztwie kosza na śmieci. No i właśnie dziś Anna B. zawołała: -Jest! Chodźcie ją zobaczyć!

Maleństwo stało słupka koło dużego stołu konferencyjnego i patrzyło na nas paciorkami oczek. Pedro rzucił się, by zabijać. -Przestań!-mówię. -To czyste stworzenie. Daj mu żyć.

Koledzy - poza Pedrem - zgodzili się, że trzeba mysz złapać humanitarnie. Jeden z nich złapał kubek i kosz, którymi chciał przykryć zwierzątko.

Myszka przebiegła jednak dalej, w pobliże mojego biurka, i zanurkowała pod szafkę. Oględziny niewiele przyniosły,

Zaproponowałam, że przyniosę kota, ale w gruncie rzeczy kompletnie mi nie przeszkadza dzikie zwierzę w biurze. Zgadza się ze mną Pablo i, ku memu zaskoczeniu, sporo innych osób z Komisji.



kadewu 20:32:14 31/10/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Zielony rycerz

Chodzi mi po głowie ten średniowieczny poemat - opowieść o sir Gawainie, który szuka świętego Graala - albo prawdy o sobie, wyruszając na wyprawę drugiego listopada, gdy władzę nad ziemią przejmuje mrok.

Poniżej fragment tej pouczającej opowieści.

lipiec 1997
tłumaczenie z angielskiego


Sir Gawain i Zielony Rycerz


część pierwsza


Gdy się skończyło oblężenie Troi,
Mury się piętnem pokryły i gruzach legły,
Rycerz, który zarzucił był podstępu sieci
Poniósł karę za podstępność swą, której dowiedziono w pełni.1
To urodzony szlachetnie Eneasz i jego wyniosły ród
Od tamtej pory opanowali prowincje i dumnie rządzili
Ponad całym bogactwem Zachodnich Wysp2.
Wielki Romulus do Rzymu bieży prędko;
Pysznie i śmiało buduje to miasto
I nazywa je własnym mianem, które do dziś nosi.
Tycjusz do Toskanii zaś, i wieże wznosi,
Langobard w Lombardii konstruuje domy,
A daleko za Francuskim Morzem Szczęsny Brutus3
Na rozległych i wysokich wzgórzach zakłada Brytanię,
piękną krainę.
Gdzie wojna i zniszczenie i cuda,
Zabawiały kolejno.
I na zmianę zaznała ta ziemia
Szczęścia z niepowodzeniem.


I odkąd Brytanię stworzył ten wielki pan,
Rodzą się tu w zachwycającym cieple śmiałkowie,
Którzy dokonali wielu budzących strach czynów.
Więcej się cudów dokonało w tej wesołej krainie
Niż w każdej innej, którą bym znał, od owych czasów,
Ale z tych, którzy kraj tworzyli, z królów Brytanii,
Król Artur uchodził za najdworniejszego,
Stąd też ja przygodę chcę tu odmalować,
Którą to niektórzy uznają za cud wielki,
I jeden z niezrównanych spośród Arturowych dziwów.
Jeśli zechcecie posłuchać mej pieśni choć przez chwilkę,
Tak jak ją usłyszałem we dworze, powtórzę wam
tu śpiesznie
Tak jak to opisano
W opowieści o męstwie
I udatnie połączono
Zgłoskami o prawdzie.
Król ten spoczywał w Kamelocie4 na Boże Narodzenie;
Byli tam liczni dobrzy rycerze i weseli goście,
Odziani pięknie prawi bracia Okrągłego Stołu5,
Ucztując w przyjaźni z beztroską radością.
Tu prawdziwi mężowie w turniejach konkurowali z sobą,
Uczestniczyli w pojedynkach konnych owi rycerze,
Potem przyszli do dworu na tańczenie kolęd,
Bowiem uczta trwała już piętnaście dni,
I wszelkie jadło i uciecha wszelka była tam,
Taka radość i wesele, aż chwalebnie słyszeć,
Za dnia prześwietny gwar, w nocy tańce.
Radosne serca były ich wśród sal i komnat,
Owych panów i dam, bo żywot płynął słodko.
Na niezrównanych przyjemnościach płyną dni,
Najszlachetniejszym z rycerzy Chrystusa,
I damom najpiękniejszym, co żyły na ziemi,
I najprzystojniejszemu z królów, co dwór mieli.
Cały bowiem ten piękny lud wciąż był w
kwiecie wieku.
Najszczęśliwsi z śmiertelników,
Król szlachetny sławny z siły:
Daleko by trzeba szukać
Tak krzepkiego pana wzgórza.
Gdy Nowy Rok był już blisko, miał przyjść za dwa tygodnie,
Ten piękny lud przy podwójnym święcie był obsługiwany,
Kiedy król i towarzysze byli zebrani do kupy,
Śpiewy w kościele odbyły się i skończyły.
Księża i cały dwór okrzyknęli szczęsny ten czas,
Obwołali nadejście Godów, dobrą nowinę ludziom;
Potem dworzanie zbierają się wesoło, by wręczyć prezenty,
Nazywali je wyraźnie, wskazywali dłonią,
Targowali się długo i zawzięcie o te dary.
Damy w głos się śmiały, choć to one przegrały,
A ten, który wygrał, nie złościł się, jak pewnie wiecie6.
Tak bawiono się aż podano do stołu;
Gdy się umyli starannie, zajęli swe miejsca,
Najlepsi siedzieli najwyżej, jak przystoi,
Ginewra, szlachetna królowa pośrodku
Na podwyższeniu udekorowanym i odpowiednio ozdobionym
Drogocennymi jedwabnymi zasłonami, ponad tym baldachim,
Z tulońskich i tureckich bogatych kilimów,
Wszystkie haftowane i naszywane najdroższymi klejnotami
Jakie znalazły się w Brytanii, wiele
warte.
Piękna królowa, bez skazy,
Szare miała oczy.
Udatniejszej monarchini
Prawdę mówiąc nie znał nikt.
Ale Artur nie jadł póki wszyscy jeść nie dostali;
Tak lekkie miał serce i takie młodzieńcze;
Życie swe miłował żywo - tym mniej chciał
Leżeć długo lub długo przesiadywać,
Tak niespokojną miał krew młodą i umysł szalony.
I także powodem do dumy, który radował mu serce,
Było, że ślubował nie jeść przy tak świętej okazji nim nie usłyszał wpierw
Historii o jakim pięknym uczynku lub walce jakiej ze stron dalekich,
O jakim dziwie potężnym, który byłby wiarogodny,
Dokonanym orężem przez (zbrojnych)mistrzów rycerskości,
Albo niektórzy po prośbie szukać poczęli jednego rycerza,
By się z nim zmierzyć, rzuciwszy życie
Za życie na szalę i pozostawiwszy fortunie
Decyzję, czy mu się powiedzie, czy też nie zgoła.
Taki jest obyczaj króla, gdy zasiada we dworze
Podczas każdego sławnego święta pośród swych pięknych gości
drogich wielce
Krzepko król stoi w majestacie
Aż cud jaki się zdarzy;
Przewodzi, z sercem rozradowanym,
Wielkiej radości w Nowy Rok.
Tak trwa on w majestacie, krzepki młody król,
Przemawiając przed głównym stołem7 z pięknymi drobiazgami.
Tu Gawain, zacny rycerz, siedzi przy Ginewrze,
Z Agravainem a la dure po jej drugiej stronie,
Obaj to słynni rycerze, bratankowie króla.
Biskup Baldwin powyżej pierwszy przy tym stole,
Oraz Yvain, syn Uriena, jedli z nim tam.
Tym kilku wraz z królową usługiwano godnie;
Przy bocznych stołach siedziało wielu tęgich rycerzy.
Wnet nadchodzi pierwsze danie, przy hejnale trąbek,
Które świetnie przybrano jaskrawymi proporcami,
Przy głosie nowych bębnów i szlachetnych fletów.
Donośne były tryle, które zbudziły się tego dnia
W melodiach, które poruszały serca ludzi mocnych.
Wykwintne dania podano, niezwykłe potrawy,
Wybór duży jadła, na tak wielu półmiskach,
Że prawie brakło miejsca, by przed gośćmi ustawić
Srebrną zastawę z jedzeniem rozmaitym,
na obrusach.
Każdy gość piękny swobodnie
Częstuje się, nie krzywduje;
Przed każdą parą dań dwanaście;
Dobre piwo i białe wino razem.
O służbie samej nie muszę nic dodawać,
Bo jak rozumiecie, nie zbywało na niczym.


(tu się tłumaczenie urywa :-))
K.W.

1 chodzi o samego Eneasza lub Antenora - obaj, wedle średniowiecznej tradycji, zdradzili Troję; ale Eneasz został ukarany przez Greków za odmowę wydania im swej siostry Polyksenny.

2 być może chodzi o Europę Zachodnią

3 wnuk Eneasza i legendarny założyciel Brytanii; tylko tu nazwany “Feliksem”

4 stolica królestwa Artura, przypuszczalnie na południowym zachodzie Anglii

5 wedle legendy to Merlin zrobił Okrągły Stół po tym jak między rycerzami wywiązała się dysputa na temat pierwszeństwa. Stół mieścił 100 rycerzy. Stół tu opisany nie jest okrągły.

6rozdawanie prezentów noworocznych wiązało się z całowaniem

7 główny stół jest na podwyższeniu; boczne stoły stoją na podłodze i biegną wzdłuż ścian tworząc kąt prosty z górnym stołem



kadewu 14:43:58 30/10/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Odmiana

 

W tym tygodniu odmienił nam się plan dnia. Jot wybrał sobotę u kolegi na urodzinach, co oznaczało rezygnację z meczu oraz lekcji języka.

Odwiozłam Jota do domu K. i X., skąd wszyscy mieli pojechać do Wavre'u, gdzie odbywała się impreza. Po drodze kupiliśmy jubilatowi komiksy w prezencie.

K. jest Amerykanką, X. Belgiem. W ich domu słychać co najmniej dwa języki. Dodatkowo K. ma wiele do powiedzenia na każdy temat, i wyrwanie się ze spotkania z nią poniżej 45 minut oznacza wyjątkowe osiągnięcie. Przez lata znajomości udało mi się to dwa razy. Tym razem dowiedziałam się, co K. usłyszała od kasjerki z supermarketu M. "Je deteste les gens comme vous". No cóż, poziom obsługi klienta bywa w Belgii rzeczywiście żenujący, ale personel sklepu nienawidzący klientów to już dno, w dodatku samobójcze. K. jednak nie złożyła zażalenia, bo jej realistycznego optymizmu nic chyba nie podważy.

Zatem Jot spędził dzień do wieczora w Wavrze i domu przyjaciela na Stockelu, podczas gdy matka obleciała polski sklep, centrum handlowe (kolekcja jesienna w rzygliwych kolorach, to choć kupiłam dżinsy), sklep ekologiczny (sól do kąpieli, mleko sojowe i ryżowe) oraz punkt odbioru przesyłek w mieście S.

Z tym odbiorem to było tak, że strona internetowa Belgique Loisirs nie chciała przyjąć mojego nowego adresu, więc musiałam zamówić  książki na inny adres, wybrałam miasto S., bo jest blisko. Punkt odbioru mieści się wręcz przy mojej ulicy - tylko że kilometry dalej. To był błąd, przyznaję, ponieważ ostatecznie, po dotarciu do domu, miałam w nogach 4 kilometry. Kiedyś byłoby to wielkie nic, ale teraz wysiłek złożył mnie na kanapie z "Przeglądem". O 18.30 X. przywiózł mi Jota, a w nagrodę dostał pudełko Ptasiego Mleczka.

Męczący dzień. Szczęśliwie dziś dołożono nam godzinę... Choć mnie potrzeba chyba ośmiu dodatkowych, taka jestem powolna i zmęczona.

Dziś słońce, więc pograliśmy w kometkę. Kot wyszedł i wrócił. Jednak jesień.

Czuję się schyłkowo, jak co roku o tej porze. Jutro dzień dyni, potem wrócą zmarli. Cykl się domyka.



kadewu 14:11:55 30/10/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Na tarczy

Pobudka w  dzień święty, sobotę, o siódmej. Autobusem do Kraainem na trening. Słoneczko, ale wielki chłód. Takie poświęcenie.

Niestety, klub H. pokonał nas 12 do 2.

Musimy żyć z tym wynikiem co najmniej do kolejnej soboty, kiedy to gramy na wyjeździe.

Jot się starał, ale czy jego naturalną pozycją jest obrona - nie wiem. Ale nie będę pouczać trenera B.

Słowem: zmarzłam. Zirytowałam się też, bo za przebywanie przy boisku musiałam zapłacić 3 euro. Ech.

Następnie pojechaliśmy się posilić do ulubionej księgarnio-restauracji, a potem na kurs, gdyż Jot pozwolił się zapisać na angielski.

Powiedzmy, że słabo wierzę, że zatrudniają tam native speakerów (odnoszę się do deklaracji ze strony internetowej: sama rada bym tam pracować). Nie potrafiłam zidentyfikować akcentu pani z grupy Jota, ale nie miał nic wspólnego ze znanymi mi obszarami anglojęzycznymi. Zresztą nieważne, bo nie ma to dla mnie większego znaczenia, Jot i tak zadowolony: dostał od szkoły plecaczek, całkiem ładny.




kadewu 18:33:29 23/10/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Gra

Marzenie Jota spełniło się w tym roku. Od pewnego czasu chciał grać w klubie piłki nożnej. Rok temu okazało się, że brak miejsc w klubach i ostatecznie zapisaliśmy się do szkoły, w zasadzie tenisowej, ale z sekcją piłki nożnej, na Anderlechcie, niedaleko legendarnego klubu. Uczęszczaliśmy na zajęcia w środy i niedziele, z dobrym skutkiem, bo podczas kończącego kurs turnieju drużyna Jota wygrała, a sam Jot strzelił dwie bramki.

Ale Anderlecht mieścił się po drugiej stronie Brukseli i dojazd zajmował nam mnóstwo czasu. Co prawda w środy mieliśmy rytuały w postaci cotygodniowej kolacji w arabskiej pizzerii - i było naprawdę miło.

W tym roku zaczęłam szukać miejsca wcześniej, ale okazało się, że   jest ich niewiele: np. klub St. Michel miał na liście rezerwowej 500 chłopców, a klub Stockel wstrzymał zapisy.

Wreszcie przyjął nas klub Kraainem mieszczący się blisko i cieszący się dobrą sławą.

Jot uczęszcza na zajęcia od września, od ubiegłego tygodnia ma piękny niebiesko-żółty strój, a w sobotę - jeśli wszystko w porządku z federacją - zagra w meczu ligowym ligi regionalnej Brabancji flamandzkiej.

Jestem z tego powodu dumna. To jest coś, bycie prawdziwym zawodnikiem. Jak Krystiano albo i Lewandowski.



kadewu 20:31:13 18/10/2016 [komentarzy 2] Komentuj

Szósty dzień

 I znowu sobota. Wylegiwanie się do dziesiątej  i leniwe picie kawy - czemu nie? Bo dziś nie było wczesnego wstawania ani pobrania, bo pobranie było wczoraj, i było dobre, to znaczy nie mam dziś krwiaka-siniaka.

Jot miał dziś zagrać mecz na wyjeździe, ale rozbolał go brzuszek; kiedy to ostatnio bolał go brzuszek? To już ostatnie podrygi dzieciństwa, zaś w powietrzu fruwa rotawirus, który powalił wielu moich kolegów z pracy. Będzie kolejny mecz, za tydzień. I następny.

Trzeba by kupić w końcu zasłony do okna. Może też się rozpakować do końca.

Za oknem mokrawo, ale drzewa zielone. Tym niemniej bura pora tuż-tuż. Ciemne poranki, ciemne wieczory, kiedy trzeba wykrzesać z siebie motywację do wstania. Za oknem pięć stopni - zimniej już nie będzie, miejmy nadzieję. To w zasadzie belgijskie minimum, dno tutejszego dna.

Sobota - może przejadę się do polskiego sklepu po prasę i pączki. Może kupię coś na grzbiet, sobie albo potomstwu.

Może posprzątam akwarium.

Może znajdę w sieci gramofon, który chciałam kupić.

Tyle możliwości, a jedno życie.

Mój kot Janis w ogrodzie.



kadewu 12:07:18 15/10/2016 [komentarzy 0] Komentuj

Sobotnio

Soboty to moje ulubione dni. Urodziłam się w sobotę i ten dzień tygodnia cenię za to, że można się powłóczyć po mieście, pojeździć tramwajem i poszlajać po trotuarach bez poczucia, że już, już, zaraz, nastąpi powrót do gonitwy dnia powszedniego. Mamy bowiem przed sobą niedzielę.

Tymczasem od niedawna soboty są inne, jako że trzeba jechać na Montgomery i przejść się do laboratorium LBS na ulicę College de St. Michel. Okoliczność średnia - żyły mnie bolą od pobrań - ale okolica prześliczna.

Jako że wyniki mam w końcu dobre, będę teraz przyjeżdżała na pobrania raz w tygodniu.

Po kłuciu standardowo, po emerycku wypijam w laboratorium darmową kawę i jem darmowe ciasteczko. Przez chwilę siedzę i kontempluję. I zupełnie nigdzie się nie spieszę.

Jesień ciągle w umiarkowanym ataku.

Detale architektoniczne budynków przy ulicy College St. Michel zaskakują mnie - zawsze zobaczę coś nowego.


Przy stacji Montgomery trwa bezlitosny atak kasztanów na metro.


Pożółkłe kasztanowce przy wyjściu ze stacji



kadewu 21:04:39 10/10/2016 [komentarzy 0] Komentuj

No pasaran

 Moje poglądy w sprawach obyczajowych nie ewoluują odkąd skończyłam 15 lat: jeśli kto ciekaw, to odpowiem, że nic mi do tego, jak żyją inni - i wara ode mnie.

W niesłychanie przykrej dyskusji wobec ustawy o przerywaniu ciąży być może nie powinnam brać udziału, gdyż od 6 lat nie mieszkam w Polsce i nie jestem polskim podatnikiem. Jednak będąc kobietą, która ma przed sobą statystycznie ujmując 10 lat miesiączkowania (a za sobą ponad trzydzieści), daję sobie takie prawo, i o to, co chciałabym powiedzieć.

Ekstremiści, przy zadowolonym, choć milczącym poparciu kleru katolickiego, szykują (ponad) połowie społeczeństwa piekło. O piekle kobiet pisał Boy-Żeleński, lekarz przecież, i jego spostrzeżenia z 1929 r. są boleśnie aktualne.

Uważam, że osoba będąca w ciąży może decydować, co się z tą ciążą dalej stanie - i jeśli nie chce, może ją przerwać. Istnieją okoliczności życiowe, które na  tym mogą zaważyć, a z których nie odważę się rozliczać innych, bo nie mam wglądu w ich procesy myślowe. Może też ciążę kontynuować. 33 lata temu lekarz stwierdzający ciążę u mojej mamy spytał ją wprost: - Jakie ma pani plany? Te plany są dziś moją siostrą i mają się dobrze. Tak zdecydowała mama. Nie lekarz.

Od takiego zdroworozsądkowego, choć dla niektórych cynicznego podejścia, przeszliśmy do paskudnej, dwulicowej świętojebliwości. Wedle proponowanych przepisów, zarodek ma być ważniejszy od swojej żywicielki... Legislatorzy nawet planują zmienić definicję ciąży. Będzie zaczynać się od połączenia gamet - cóż, że medycyna widzi to inaczej.

Żeby zaprotestować przeciwko uprzedmiotowieniu kobiet, wzięłam skromny udział w marszu rozpoczynającym się na rondzie Schumana w Brukseli. I niby czuję się trochę lepiej - ale czy parlament opamięta się i przypomni sobie, że reprezentuje obywateli?..

"Moje ciało, moje prawo, mój wybór."

 



kadewu 22:51:17 5/10/2016 [komentarzy 0] Komentuj





[178596] ||Strona Główna
[4] ||
Księga Gości
[Dodaj do Księgi]


Dodaj do Ulubionych
Kadewu żyje, by czytać i czyta, by żyć. W pozostałym czasie rozmyśla i śpi. Mówi rzadko. Rocznik 1974.



Archiwum

2017
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2016
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2015
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
2014
Grudzień
Listopad
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2010
Grudzień
Wrzesień
Sierpień



Ulubieni




Linki

kultura w Brukseli
piękny blog


kadewu
JEDNYM OKIEM: Uwagi Kadewu na temat otaczającego ją świata z uwzględnieniem wynalazku pisma. Czyta jednym okiem, bo drugie nie działa.