Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
kadewu JEDNYM OKIEM


Trzy kolory

Trzy kolory flagi belgijskiej mają moje zmienniaki. Wczoraj oddałam innemu hodowcy dominującego samca, który terroryzował stado.

Ryba pochodziła z Wavre w Walonii, 3 tygodnie spędziła u mnie w Brukseli, a ostatecznie wylądowała w Tervueren we Flandrii. Trzy kolory, jak trzy regiony Belgii - a wszystko to połączyła w swojej biografii jedna mała ryba :-).

 

Zmienniak plamisty, Platka



kadewu 13:00:53 31/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Bonifacy

Na pl. św. Bonifacego jadłyśmy tajskie potrawy. Same w sobie smaczne, choć przecież liczy się z kim się je, a nie gdzie, co i za ile.

Wieczór rześki, podeszczowy, już podbity jesienią.



kadewu 23:28:33 30/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Schyłek

 Powracali z dalekich wypraw wszyscy. A Bruksela dalej rozpieszcza nas późnoletnią aurą. Dziś jedno miłe spotkanie. Nieuchronnie zbliża się pora deszczów i wichrów, ale na razie łudzimy się, że tego roku będzie inaczej. Ten błąd powtarza się co rok.



kadewu 10:12:10 30/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Pojazdy szynowe

Jestem jedną z tych osób, które uwielbiają pojazdy szynowe. Wybrałam się więc na wycieczkę objazdową po Brukseli na pokładzie zabytkowego tramwaju z lat 30. XX wieku - jest to atrakcja, jaką oferuje sezonowo Musee du Tram (od wiosny aż do jesieni).

Dlaczego dawniej konduktorzy mieli w swoich torbach trąbki? Gdzie w Brukseli znajdziemy najładniejsze kamienice secesyjne? Jak działa tramwaj? Oto pytania, na które odpowiedzi już znam :-).

Przed moim oknem w rodzinnym G. przejeżdżał czerwony  tramwaj linii 25. Miał długą trasę łączącą 4 miasta: D., B., G. i W. W latach 70. i 80. były to jeszcze stare maszyny na korbę z drzwiami otwieranymi ręcznie i drewnianymi siedzeniami.

Tramwaju nr 25 już nie ma, a co więcej, nie ma już szyn. Choć wydawały się niezniszczalne i wieczne.

Teraz za moimi oknami, oddzielone dodatkowo aleją H., jeżdżą tramwaje linii 39. Skręcając - jadąc po łuku - wydają podobny, rzewny dźwięk, jak tamte w Polsce.


Jazda tramwajem nie ma sobie równej.

 

http://www.trammuseumbrussels.be/2010/fr/musee-du-tram

Cena biletu: dorośli i dzieci powyżej 12 lat: 15 euro

Dzieci 6-12 lat: 10 euro



kadewu 18:00:43 26/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Ryba rybie

 Od dwóch tygodni mam ryby: jedenaście razbor klinowych i sześć zmienniaków w kolorach flagi belgijskiej. Razbory są dziećmi, a zmienniaki to starsza młodzież.

Czasem podłączam do filtra rurkę napowietrzającą,  wtedy ryby ustawiają się tak, by podrzucał je do góry prąd wody. Karuzela.

Tak zachowują się wszystkie młode stworzenia na świecie.



kadewu 19:11:02 24/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Słońce wkrótce w Pannie

Lato jest jak dojrzała gruszka - zaraz spadnie. Upał dziś ustąpił wichrowi.

Pojechaliśmy tramwajem do Muzeum Afryki Środkowej. Po raz kolejny podziwiałam wytwory kultury i natury z okolic Konga, dawnej kolonii belgijskiej. Eksponaty w tym muzeum skąpane są we krwi - pisałam już o tym wiosną. Rabunkowa gospodarka, eksploatacja tak bogactw jak i ludzi, wreszcie uwolnienie-porzucenie afrykańskiego kraju bez własnego zaplecza intelektualnego czy kadr - oto historia belgijsko-kongijskich relacji. Dramat położenia Konga dostrzegł już przecież Conrad.

Nadal czynna była ekspozycja Uncensored - zeszliśmy więc do muzealnych piwnic. Tam obejrzeliśmy stare preparaty - węże w formalinie, setki wypchanych zwierząt, gipsowe odlewy "typów ludzkich" z Leopoldville (dziś Kinszasa) sporządzone w 1911 r. przez belgijskiego rzeźbiarza. Zmurszałe podbrzusze muzeum, które być może zniknie po planowanym na całe 2 lata szeroko zakrojonym remoncie-przebudowie siedziby muzeum.

Wyszliśmy stamtąd z bólem głowy, którego powodem był nie tylko zaduch staroświeckich sal. Była zbrodnia, nie ma kary, a Belgia do dziś słynie z czekolady i kakao, które przecież ukradła Afryce.


Musee Royal de l'Afrique Centrale w Tervueren (Flandria), dojazd z Brukseli tramwajem 44

https://plus.google.com/116565429340962258879/about?gl=US&hl=pl

bilet na wystawę stałą: 4 euro



kadewu 17:42:54 22/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Daleko

K. odjechała w niedzielę. Kiedy się znów zobaczymy? Może za rok. K. to przyjaźń z pracy, bo ja tak tylko umiem się zaprzyjaźniać. Walka o przetrwanie w robocie jednak łączy ludzi na długo.

K. nie ma łatwego życia - podobnie jak inna przyjaciółka, Z. Gdyby istniała magiczna formuła, zaklęcie - gdybym mogła dobrym ludziom podarować dobre, nieskomplikowane życie!.. Ale tak nie jest.



kadewu 00:06:08 22/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Ale upał

Sierpień w Brukseli dorównuje lipcowi w Alicante.



kadewu 18:00:45 18/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Obyś cudze dzieci uczył

Obejrzeliśmy go tydzień temu, ale trudno się pisze o filmach, które bolą. A takim filmem jest "Detachment" (pol. "Z dystansu"). Film to zupełnie niehollywoodzki, choć przecież w gwiazdorskiej obsadzie: rolę główną odtwarza Adrien Brody, czyli zdobywca Oskara za rolę Władysława Szpilmana w "Pianiście".

Brody gra nauczyciela, który pracuje wyłącznie na zastępstwo, nie dłużej niż miesiąc w jednym miejscu. Lubi taką pracę: nie przywiązuje się emocjonalnie do uczniów (stąd detachment - oderwanie), więc może w sposób niezakłócony przez emocje wykonywać swoje obowiązki nauczyciela języka angielskiego. Tym razem trafia do wyjątkowo słabej szkoły gminnej gdzieś w Nowym Jorku. Młodzież się nie uczy, zachowuje się agresywnie i prowokacyjnie. Nauczyciele, w tym pedagog szkolny, są w mniejszym lub większym stopniu wypaleni psychicznie. Dyrektorka zdaje sobie sprawę, że wkrótce straci posadę - tak słabe wyniki w testach uzyskują jej uczniowie.

W klasie, którą obejmuje pan Barthes, nie jest łatwo  utrzymanie dyscypliny. Nauczyciel zdobywa jednak uwagę (jeśli nie szacunek) młodzieży sposobem, w jaki radzi sobie z ich prowokacjami oraz tematem pierwszej pracy pisemnej: "napisz własną mowę pogrzebową".

Stopniowo młodzież odkrywa przed nauczycielem swoją wrażliwość, a także ujawnia talenty. A jednak profesor ma opory przed zaangażowaniem się w przyjaźń z młodymi ludźmi czy też długofalowe wspieranie ich zdolności. Pamięta, że jest tu tylko na chwilę i w gruncie rzeczy niczego nie zmieni, a poza tym - niesie własny bagaż. To bagaż największego kalibru, jaki można sobie wyobrazić: otóż nauczyciel sprawuje opiekę nad pogrążonym w demencji dziadkiem, który - jak wynika ze wspomnień - doprowadził do samobójczej śmierci jego matkę, a wcześniej najprawdopodobniej wykorzystywał ją seksualnie.

Pogrążony we własnym bólu Barthes próbuje jednak czynić dobro. Zaprasza do swojego mieszkania nastoletnią prostytutkę, nad którą roztacza opiekę. Tym niemniej, kiedy zaangażowanie stanie się dla niego zbyt obciążające, przekaże dziewczynę odpowiedniej instytucji.

Przyznam, że filmowe refleksje na temat kondycji zawodu nauczyciela są wyjątkowo uniwersalne, trafne i bolesne. Otóż na początku kariery każdy nauczyciel chce, by jego praca miał znaczenie, zaś z czasem dowiaduje się, że nie ma to większego sensu. Następuje wypalenie zawodowe i zobojętnienie, mające swą przyczynę w niewymierności wysiłków włożonych w nauczanie, w braku ich przełożenia na wyniki uczniów, w braku zaangażowania rodziców. O jednym z kolegów nauczyciele mówią cynicznie, że "wybrał powołanie, które nie wybrało jego". Wszystko to razem wzięte nie zachęca do jakiegokolwiek zaangażowania, a więc wzmacnia postawę, jaką od początku reprezentuje postać grana przez Brody'ego.

Jednak w murze obojętności następuje wyłom: umierają dwie osoby, zaś trzecia okazuje się cierpieć na śmiertelną chorobę.

Byłam nauczycielem licealnym i akademickim; znam większość problemów, które film porusza z doświadczenia. Ponieważ nie otrzymamy tu ani pocieszenia, ani gotowych rozwiązań, wahałabym się, czy polecić ten obraz polskiemu nauczycielowi...

Bardzo dobry i wyjątkowo przygnębiający film, z doskonałą grą aktorską. W obsadzie - oprócz znacznie lepszego niż w "Pianiście" Brody'ego - znajdziemy m.in. mamę Gwyneth Paltrow, gwiazdę serialu "Mad Men" oraz gwiazdkę "Ally McBeal".

http://www.cinenews.be/Movies.Detail.cfm?MoviesID=11018&lang=en

 



kadewu 22:34:47 9/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Kasztanowcom lepiej

Zwykle w lipcu zaczynają być widoczne zniszczenia, jakie u kasztanowców wywołuje mały owad szrotówek kasztanowcowiaczek (jego angielska nazwa chestnut leaf miner mówi o nim wszystko!). Mamy już jednak sierpień, a liście brukselskich drzew wyglądają znacznie lepiej niż rok temu. Podziwiałam dziś drzewa w parku Georges-Henri - nie jest źle.

Mam do kasztanowców duży sentyment ze względu na istniejący do dziś wspaniały park w stylu angielskim, jaki administrator majątku G. założył przed 150 laty "w mojej wsi". Przeważały  w nim właśnie kasztanowce. Jedno drzewo tego gatunku osobiście zasadziłam na działce mając jakieś 10 lat.

Jak wiadomo, kasztanowce są niezbędne do regulacji rytmu roku szkolnego. Któż nie przeżywał zachwytu wyłuskując w zielonej, kolczastej kulki lśniący kasztan z białą blizną na boku?

 



kadewu 23:44:07 7/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Rybka

Ja Rybka i J. Rybka. Lubimy rybki. Mój tato, chłopak z dużego miasta, miał zawsze niedobór przyrody, więc hodował rybki i kanarki. No i na mnie przelazło.

J. prosił, bym kupiła jakieś rybki pod jego nieobecność. Wybrał z książki kilka gatunków, ale i tak będzie niespodzianka.

Akwarium czeka już od dwóch miesięcy, "starzeje się". No, zaczynam poszukiwania ryb.



kadewu 11:58:59 6/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Pani, która sprząta

Trochę krępuję się nazwać ją sprzątaczką. Przyjeżdża codziennie w dni powszednie, by sprzątać mój blok w P. To sympatyczna dziewczyna z warkoczem, z którą można ciekawie porozmawiać, ale - nie znam jej imienia.

To było pod koniec lipca. Po skończonej pracy jechała do domu na rowerze, z słuchawkami na uszach, kiedy zawołała na mój widok: dzień dobry!

A przecież nie widuje mnie od niemal dwóch lat.

Znamy się-nie znamy od dziesięciu lat.

To jedna z tych osób, którym życzę tylko dobrze.



kadewu 16:48:59 4/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Polak, katolik, alkoholik

Kolejna książka, która wciągnęła mnie tego lata: pierwsza pełna biografia Władysława Broniewskiego. A któż to był, młodzi przyjaciele? W delikatnej materii literatury nie ma miejsca na rywalizację sportową, ale ośmielę się zawyrokować, że Broniewski to jeden z największych polskich poetów XX wieku. Był także tłumaczem, głównie z rosyjskiego. Lecz kłopot z Broniewskim polega na tym, że uwikłał się w politykę i ludzie mojego pokolenia pamiętają go przede wszystkim jako piewcę rewolucji społecznej, by nie rzec: komunistę.

Kim zatem był Władysław Broniewski? Poetą, niedokończonym filozofem, legionistą Piłsudskiego, kapitanem wojska polskiego, dziennikarzem i korektorem, alkoholikiem, kobieciarzem. Więźniem radzieckich więzień. Człowiekiem, który od środka ujrzał prawdę o zbrodniczym Związku Radzieckim i nie mógł go dłużej opiewać.

Tym niemniej po wojnie Broniewski znalazł się na sztandarach PRL-u. Stał się kimś na kształt angielskiego poet laureate - oficjalnego piewcy panującego władcy. Nie mógł się z tym pogodzić, więc pił coraz więcej.

Co się tyczy talentu, miał go bezsprzecznie. Należał do wąskiego grona poetów piszących w zasadzie bez metafor. (Pod tym względem porównałabym go z równie zdolną Anną Świrszczyńską). Była to głównie liryka apelu - gwałtowna, żołnierska. Niezrównane, precyzyjne frazy pozostają w pamięci na długo:

już koniec, już płuca wyplute / lecz palą się oczy otwarte.

("Elegia na śmierć Ludwika Waryńskiego")

albo:

Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
obca dłoń ich też nie przekreśli,
ale krwi nie odmówi nikt:
wysączymy ją z piersi i z pieśni.

("Bagnet na broń")

I jeszcze te niezrównane, wstrząsające słowa:

Słuchaj, Jezu, słuchaj, Ryfka, sie Juden,
za koronę cierniową, za te włosy rude,
za to, żeście nadzy, za to, żeśmy winni,
obojeście umrzeć powinni.

("Ballady i romanse").

Mariusz Urbanek jest sprawnym i wnikliwym biografem, choć widać, że swojego bohatera lubi i podziwia - podkreśla jego witalność, siłę fizyczną, niespożytą energię. Broniewski jest także próżny - pyta Tuwima, uznawanego przez niego za największego polskiego poetę, które miejsce w panteonie przyznałby jemu. "Może trzynaste," odpowiada z dziecinną bezmyślnością lub okrucieństwem Tuwim, a zrozpaczony Broniewski upija się.

Mam do autora jedno zastrzeżenie - chciałabym wiedzieć czy bilety kolejowe Broniewski - jako kawaler orderu Virtuti Militari - miał ze zniżką czy jednak za darmo.

Co za życiorys, co za talent..! Kto chce wiedzieć, jak Historia bawi się ludźmi, musi koniecznie przeczytać tę książkę.

Mariusz Urbanek, "Broniewski. Miłość, wódka, polityka". Iskry, Warszawa 2011. Cena ok. 44 PLN

 



kadewu 11:23:52 2/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Człowiek cienia

Właśnie skończyłam czytać książkę - zbiór 12 rozmów z Adamem Danielem Rotfeldem, byłym ministrem spraw zagranicznych RP, dyplomatą i naukowcem zajmującym się prawem międzynarodowym. Pragnę polecić tę książkę wszystkim, którzy głodni są choćby pośredniego obcowania z inteligentem w przedwojennym znaczeniu tego słowa. ADR wypowiada się o charyzmatycznych i/lub ważnych postaciach międzynarodowej polityki (de Gaulle, Gorbaczow, Kissinger) dzieląc się z czytelnikiem swoimi poglądami na Unię Europejską, miejsce Polski w świecie. Czyni to z głęboką znajomością tematu, powściągliwie i kulturalnie. Rotfeld to urzędnik, nie polityk - sam to zresztą podkreśla.

Oczywiście takie książki czyta się głównie dla anegdot i smaczków. Owszem, znajdziemy je w tej książce. ADR, człowiek słynący z kultury osobistej i wdzięku "był wszędzie i widział wszystko", choć nie jest plotkarzem. Ale dla mnie najważniejsze było to, co zostało powiedziane niejako obok głównego tematu, tj. wszystkie wspomnienia osobiste i dotyczące niezwykłej (choć on sam twierdzi inaczej) biografii Rotfelda. ADR to dziecko pogranicza, urodzone na Ukrainie w inteligenckiej rodzinie żydowskiej, które w czasie wojny (mając 3,5 roku) utraciło wszystko - wraz z tożsamością i nazwiskiem.

Polska miała szczęście do ministrów spraw zagranicznych - ADR składa niemal hołd Krzysztofowi Skubiszewskiemu; wysoko ocenia też Włodzimierza Cimoszewicza. Postacią dużego formatu był przedwcześnie zmarły  Stefan Meller. Większość z nich, nie wyłączając ADR, to idealiści-romantycy i propaństwowcy nieszukający poklasku. Jeśli taka ma być definicja romantyzmu, to mnie się podoba.

Czytajmy, doceniajmy, słuchajmy kogoś, kto ma nam coś do powiedzenia.

 

 Marcin Wojciechowski: "Adam Daniel Rotfeld. W cieniu. 12 rozmów z Marcinem Wojciechowskim". AGORA SA oraz Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Warszawa 2012. Cena: ok. 35 PLN



kadewu 23:05:43 1/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Pierwszy sierpnia i pani Ciccone

 Niestety, nie jestem prawdziwą Polką. Albowiem nigdy nie tropiłam spisków wymierzonych w mój kraj i rodaków. Częścią takiego spisku ma być dzisiejszy koncert Madonny w Warszawie, w dniu 68. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Prowokacja! A przecież zaledwie trzy lata temu piosenkarka wystąpiła w Warszawie 15 sierpnia, co miało być prowokacją wymierzoną w obchody święta Matki Boskiej, której przydomek jest imieniem Amerykanki, obchodzącej zresztą następnego dnia urodziny. Naturalnie fakt, że Madonna Ciccone ma tak właśnie na imię (a imię otrzymała co gorsza po matce), jest zupełnie osobną prowokacją - przynajmniej według ludzi, którym się nudzi. Są to jednak moi rodacy, stąd te parę słów, które dziś postanowiłam napisać.

Obchody kolejnych rocznic Powstania Warszawskiego są okazją do zadumy, ale i okazją do krytycznego przyjrzenia się własnej historii. Ten - psychologicznie zrozumiały - zryw młodych ludzi nie mógł się udać. Pisze o tym pochodzący z mojego miasta* angielski historyk Jan Ciechanowski, walczący w Powstaniu jako 14-letni chłopiec. Oczywiście, moi rodacy z gatunku ludzi, którym się nudzi, mogą podważyć jego tezy: wszak pochodzi z rodziny przechrzczonych Żydów. Jest to więc persona niewiarygodna, i na nic nadane mu tytuły z angielskich uniwersytetów.

Jak wiele innych osób uważam jednak, że warszawska młodzież '44 oddała życie między innymi za to, by dziś kto chce (a przymusu nie ma) poszedł w pięknej Warszawie na piękny stadion, by uczestniczyć w - miejmy nadzieję - udanym koncercie artystki. Podobnie jak felietoniści "Tygodnika Powszechnego" przed trzema laty uważam, że koncert może być wyłącznie udany lub nie, tj. - dla wierzących - na chwałę Pana bądź nie.

Podobno rodzina mojej matki wywodzi się od arian, braci polskich, a dla nich wolność wyznania i brak wszelkiego przymusu były wielką wartością. Stąd może mój sprzeciw wobec postaw ortodoksyjnych i niechęć wobec poszukiwaczy spisku. Są to bowiem w gruncie rzeczy nieszczęśliwi ludzie. Tym bardziej będzie mi ich żal, jeśli ominie ich dobry koncert...

*moje miasto to Grodziec w Zagłębiu Dąbrowskim, prawa miejskie w latach 1951-1975.



kadewu 14:35:56 1/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj





[191943] ||Strona Główna
[4] ||
Księga Gości
[Dodaj do Księgi]


Dodaj do Ulubionych
Kadewu żyje, by czytać i czyta, by żyć. W pozostałym czasie rozmyśla i śpi. Mówi rzadko. Rocznik 1974.



Archiwum

2017
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2016
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2015
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
2014
Grudzień
Listopad
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2010
Grudzień
Wrzesień
Sierpień



Ulubieni




Linki

kultura w Brukseli
piękny blog


kadewu
JEDNYM OKIEM: Uwagi Kadewu na temat otaczającego ją świata z uwzględnieniem wynalazku pisma. Czyta jednym okiem, bo drugie nie działa.