Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
kadewu JEDNYM OKIEM


RKS Madera

Krystiano nieszczęśliwy, spudłował w 90. minucie. Wygrali ci, co gorzej grali, ale tak bywa, bo piłka nożna jest grą, w której tryumfuje ten, kto strzeli o jedną bramkę więcej.

Nasza reprezentacja jest i tak lata świetlne od poziomu tego półfinału; naprawdę nie wiem, co się stało, że w ciągu trzydziestu lat upadliśmy tak nisko. Jeszcze w 1974 wlaliśmy Argentyńczykom, co dziś wydaje się równie realistyczne, jak opowieści o smoku wawelskim.  W 1982 pokonaliśmy Francuzów... Trudno w to uwierzyć; dobrze, że jest Youtube...

Futbol spełnia rolę rozgrywek plemiennych. Oni i my naprzeciw siebie, z reguły dość bezkrwawo. Tak potwierdzamy swoją wartość - wartość całego narodu. Podsumowując, dziś nie jest za dobrze. Na szczęście zostaną nam stadiony.
*Krystiano pochodzi z Madery; wyobraziłam sobie zapyziały klub RKS Madera (jak RKS G. w mojej rodzinnej wsi), w którym gwiazdor w dzieciństwie kopał szmaciankę



kadewu 09:46:10 28/06/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Bramki

Dziś Krystiano R. zagra przeciw Andrzejowi I. - Portugalia przeciw Hiszpanii. To jedna z chwil, gdy żałuję, że nie mam telewizora.



kadewu 18:25:37 27/06/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Dalej

Zapisałam się na drugi rok francuskiego. Zapłaciłam jakieś trzy euro drożej, ale cała kwota należności za rok nie przekracza równowartości trzech dobrych obiadów.

 

Nawet mnie to wciągnęło. En avant.



kadewu 12:11:29 27/06/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Papierek

Dostałam wczoraj papierek - dyplom na koniec kursu francuskiego. Nie sądziłam, że zrobi to na mnie wrażenie, ale tak było :-). Pogadaliśmy sobie, porobili zdjęcia całą grupą i rozeszli... To nie był stracony czas. Nasza grupa to niezwykła mozaika: od obywateli Niemiec po obywateli Ekwadoru. T. z miasta, które kiedyś nazywało się Sajgon; B. z Sardynii...

 



kadewu 10:11:36 22/06/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Azalie

Przekwitły na początku miesiąca, ale część powtórzy kwitnienie w październiku. Na szczęście róże są z nami dłużej.



kadewu 12:20:26 21/06/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Cień

 Środy mam częściowo robocze. Chodzę do pracy jakieś dwa kilometry, wzdłuż alei O. i linii tramwajowej 39. To bardzo ładna trasa. Po obu stronach alei podziwiać można wille i pałacyki zatopione w bujnych ogrodach. Wbrew nazwie nie jest to ruchliwa trasa. Tą samą drogą chadzam na francuski, jednak w tym przypadku skręcam w aleję Lotnictwa i przechodzę tyłami liceum C., obok ośrodka sportowego. Dziś szukałam chłodu - jest duszno i słonecznie, a okolica obsadzona starymi drzewami.



kadewu 19:32:14 20/06/2012 [komentarzy 0] Komentuj

"Imię? Cóż imię? Róża pod inną nazwą pachniałaby tak samo..."

Po naszym niezbyt chlubnym pożegnaniu z Euro pocieszałam się oglądaniem na Youtube'ie fragmentów spotkań rozegranych w czasie mistrzostw świata w 1974 i 1982 r. Podczas pierwszych mistrzostw (Niemcy) miałam 3 miesiące, ale drugie (Hiszpania) pamiętam jak najbardziej świadomie. W 1974 królem strzelców został Grzegorz Lato, wówczas ewidentnie robiący to, co potrafił najlepiej, trochę inaczej niż dziś. W 1982 r. skutecznością zachwycał Zbigniew Boniek. Jego hat trick w meczu z Belgią olśniewa do dziś. (Zresztą w ogóle całokształt zachwyca: asysty Laty, wynik 5:1 w meczu z Peru...). Boniek skończył karierę zawodniczą przedwcześnie, mając zaledwie 30 lat. Jest jednak wymieniany w pierwszej setce najlepszych żyjących zawodników świata. Z mojego okna widać stadion Heysel, na którym 29 maja 1985 r. doszło do tragicznych zamieszek przed meczem Juventus-Liverpool, w którym grał Boniek. Przeznaczył on swoją premię na pomoc dla ofiar.

Piłka nożna to sport mimo wszystko niewymierny. No bo jak tu wybrać "najbardziej wartościowego" zawodnika? Przecież od bramkarza albo obrońcy nie oczekujemy strzelania goli... Istnieje spora grupa statystyków futbolu, którzy pracowicie obliczają rozmaite osiągnięcia zawodników, minuty spędzone na boisku, wykonane rzuty, obronione strzały... Tu z kolei brakuje ducha sportu.

O tym, że nie wszystko jest oczywiste - nawet jeśli piłka wpadła do bramki - świadczy tragiczna historia życia Ernesta Wilimowskiego, urodzonego jako Ernst Otto Pradella. Jeśli posłużyć się statystykami, był to i jest najlepszy polski zawodnik, który w 22 występach w reprezentacji Polski zdobył 21 bramek (jest to 95% skuteczność, gdyby kto pytał). Ernest był Ślązakiem urodzonym w 1916 r. w Katowicach, które nie były wtedy polskim miastem*. Debiutował w faszystowskim klubie FC Kattowitz, a następnie przeszedł do polskiego klubu Ruch Hajduki Wielkie (dziś Chorzów), który zapłacił za niego kwotę równą dziesięciomiesięcznym poborom listonosza. W lidze zdobył 112 bramek w 86 spotkaniach (skuteczność 130%). Usynowiony przed drugiego męża matki, nosił odtąd jego nazwisko, ale znany był pod oboma.

Wilimowski jest bez wątpienia najskuteczniejszym polskim zawodnikiem, ale na długie lata zniknął ze statystyk i artykułów w gazetach sportowych. Podczas okupacji podpisał bowiem volkslistę, a potem zaczął występować w niemieckiej reprezentacji (13 goli w 8 meczach - ponad 160% skuteczność)... Po wojnie zamieszkał w Niemczech, gdzie jeszcze po 40. roku życia grał w klubach. Jego skuteczność najlepiej ilustruje często przytaczany fakt, iż 21 maja 1939 strzelił w ligowym meczu 10 (dziesięć) bramek łódzkiemu klubowi Union Touring (wynik: 12-1 dla Chorzowa).

Postać tego wybitnego zawodnika otaczała zmowa milczenia. Przeczytałam o nim w polskiej prasie  dopiero w latach 90. (zmarł w 1997). Byłam urzeczona: toż to zawodnik, którego sportowe osiągnięcia mogą być wzorcem dla młodych zawodników. Tak jednak nie jest. Wilimowski miał potrójną tożsamość: sam siebie uważał za Ślązaka, funkcjonował najpierw jako Polak, a następnie jako Niemiec. Coś takiego uchodzi za zdradę. A przecież nie był to jego wybór; najpierw przyszła do niego Polska, a potem Niemcy; nie musiał nigdzie wyjeżdżać. Po polsku mówił raczej słabo, lecz szczyt jego kariery to lata przedwojenne, kiedy grał dla polskiej reprezentacji. Volkslista nie uchroniła przed represjami; jego matka Paulina znalazła się w Auschwitz.

Choć z powodzeniem grał w lidze niemieckiej, tęsknił za miejscem, w którym się urodził, a gdzie nie udało mu się powrócić. Uderzyło mnie, że uparcie prostował błędną pisownię swojego nazwiska (Willimowski), którą propagowały niemieckie gazety. Dlaczego nie wrócił do swojego nazwiska rodowego? Tym gestem odciąłby się bowiem od swoich osiągnięć w polskiej lidze i reprezentacji... Mógłby zacząć karierę z czystą kartą, ale... Wolał pewnie zachować ciągłość swojej tożsamości, a poza tym jako zawodnik nie musiał się wstydzić swojej gry dla Polski; tym niemniej dziś postrzegam to jako swoistą deklarację.

Ślązak, Polak, Niemiec - a to wszystko jeden zawodnik, futbolowy geniusz. W historii piłki nożnej prawdopodobnie nikt mu nie dorównuje. Niestety, był to człowiek pogranicza, z którym historia postąpiła w sposób okrutny.

Był lewym łącznikiem, rudowłosym brzydalem, na boisku wiecznie uśmiechniętym. U nogi miał sześć palców; mówiono, że w tym tkwił sekret jego bramkostrzelności, choć to oczywista nieprawda.

Bądźmy dumni z Ernesta Wilimowskiego. Niech powróci do statystyk i do naszej pamięci. 23 czerwca są jego urodziny.

*dla jasności - Polski wtedy po prostu nie było



kadewu 10:23:10 18/06/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Japończyk

Zawarłam znajomość z pewnym Japończykiem o inicjałach H.H. On już nie żyje, ale zostawił po sobie pewien dorobek... Pewnie to lepsze niż znajomość z dr. Alzheimerem... Myślę, że znamy się z H.H. od 1993 r., kiedy pojawiły się pierwsze objawy. Będzie już ze mną na zawsze. Cóż, mogłoby być gorzej. Ważne, że poznałam wreszcie jego nazwisko. Oswoję go i tyle.



kadewu 22:25:55 16/06/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Powolutku

Prowadzę teraz - i będę zawsze prowadzić - uregulowany trybik życia. Witaminka, śniadanko, herbatka. Żyćko.

W głowie po staremu.



kadewu 10:56:09 16/06/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Oczywiście...

...leje, i to jak, z wznowami, remisjami  i tak dalej. Na Ukrainie burza przerywa mecz, a tutaj wypędza ludzi z ulic.

Na pociechę zjedliśmy australijskie lody w centrum handlowym, przy okazji prezentu dla M. (jutro urodziny). Gdy wracaliśmy z metra, zaczęło oczywiście kropić, i tak to trwa.

Dziś dostałam list, który wiele zmienia. Czekałam na niego; a jednak mnie zaskoczył. Ale już dobrze. Dobrze, że tak wyszło.



kadewu 21:59:07 15/06/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Brak deszczu

Pogoda jakby bardziej sprzyjająca, ale to może być przykrywka.

Belgowie po prostu nie zwracają już uwagi na to, co za oknem. Są niewzruszeni - widziałam osobników brnących przez śnieg w trampkach i szortach. Z drugiej strony lubują się w narzekaniu na aurę, a kiedy tylko mogą, wyjeżdżają do lokalnych ciepłych krajów, tj. do Francji.

Słowem, są zahartowani.

Ja już też. Parasola nadal nie mam.



kadewu 09:46:22 14/06/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Parasol

Miron B. pisał, że "w Polsce są zawsze trzy stany: przedwojenny, wojenny i powojenny". Do Mirona mi daleko, ale na wczorajsze pytanie na egzaminie o pogodę w Belgii, odpowiedziałam w podobnym duchu - "padało, pada i będzie padać".



kadewu 11:20:52 13/06/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Literki

Siedzę i czytam (zamiast się uczyć). Dostawa książek i gazet z Polski przybyła w sobotę. 3 i 4 sezon dra House'a, Tygodnik Powszechny, nowe wydawnictwo poświęcone Andrzejowi Zausze, książka o astrologii horarnej... Miau.



kadewu 11:10:34 11/06/2012 [komentarzy 1] Komentuj

Narzekanie

Powinnam się przygotowywać do egzaminu, bo to jutro. Trochę już zrobiłam, reszta wkrótce...

Jest szaro i pochmurnie, a szyby mokre. Człowiek traci poczucie celu.



kadewu 09:47:38 11/06/2012 [komentarzy 2] Komentuj

Sztorm na morzu

Po raz kolejny Belgia wpadła w taki ciąg pogodowy: ulewa - upał - ulewa - wicher - ulewa.

Ja wiem, że klimat umiarkowany, że morski. Przyzwyczajona już jestem. Jednak mieszkając w Polsce potrafiłam przepowiadać pogodę; tutaj jest to niemożliwe. Warto natomiast zastosować szkocką podobno regułę: jeśli nie podoba ci się pogoda, poczekaj pięć minut.

Zawsze mi się wydaje, że król Albert jest zrozpaczony tym, co widzi za oknem. Nie wiem, czy to prawda, ale jest już po siedemdziesiątce i być może na zmianę pogody bolą go stawy...



kadewu 09:53:18 8/06/2012 [komentarzy 1] Komentuj

Samogloski

Dlaczego coraz mniej lubię rodaków? Bo za granicą najłatwiej spotkać tych najlepszych i tych najgorszych.

Kiedy w 1995 r. razem z D. postanowiłyśmy pojechać autostopem do Amsterdamu*, do granicy dotarłyśmy pociągiem, a potem próbowałyśmy znaleźć pierwszą okazję. Zagadnięty rodak popatrzył na nas z obrzydzeniem, kazał mi potrzymać lejek (nalewał paliwo do baku), po czym zaczął kalkulować głośno, o ile więcej spali wioząc dodatkowe osoby. Zażądał opłaty, a co gorsza rozlał na mnie benzynę; dałyśmy spokój.

Tym bardziej doceniam uroczego Belga jadącego minivanem, który z przejęciem fundował nam kanapki i słodycze i był wdzięczny, że nie uśnie za kierownicą; jego rodaka, Flamanda, który zawiózł nas do Eindhoven i z którym znakomicie się rozmawiało, choć kompletnie się nie rozumieliśmy z powodu różnic językowych; dwóch przemiłych starszych Niemców prowadzących firmę budowlaną, którzy w obliczu korka na autostradzie paśli nas czekoladą... I jeszcze rozgadana pani w Antwerpii, która nas trochę źle wysadziła, i pewien niezwykle elokwentny Holender... Ale był też i Polak, gdynianin mieszkający od lat w Holandii, który przyznał się nam, jak udało mu się zaliczyć język rosyjski bez znajomości alfabetu. Choć żadne z nich nie przeczyta nigdy tych słów, ja będę zawsze pamiętała o ich bezinteresowności i okazanej mi pomocy, a może nawet miłości bliźniego (?). Proste gesty trafiają w serce. Dziękuję wam. D., dzisiaj w Nowym Jorku, też pewnie pamięta.

Natomiast dwaj panowie pijący w sobotę piwo przy fontannie w brukselskim Parku 50-lecia, niech wiedzą, że ja wiem. Ponieważ głośne i nieustannie powtarzane słowo KUUURWA pozwoliło mi zgadnąć, że byli z okolic Białegostoku. To przez te długie samogłoski.

*a były to czasy granic, gdy konieczny był paszport, a Polacy ustawiali się w kolejkach NON-EU



kadewu 15:05:12 4/06/2012 [komentarzy 2] Komentuj

Piłka kopana

Nie wiem, jak się potoczą drugie dla Polski Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Dziś w szkole spotkałam japońską mamę Y. Otóż Y. jest zapalonym piłkarzem. Kiedy ostatnio chłopcy grali "całą ekipą", doszło do wzajemnego rozbijania sobie nosów w walce o piłkę... J. mówi, że z kolei N., Hiszpan, gra w nogę jak ciapa. Może więc dobrze się składa, że przed nami Mistrzostwa Europy, nie Mistrzostwa Świata - bo nie gra Japonia. A Hiszpania nam nie zdoła zagrozić...

 



kadewu 09:08:34 4/06/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Dzień wszystkich dzieci

W ramach obchodów Dnia Dziecka spotkanie z pisarką. Pani jest pozbawiona talentu literackiego, ale dzieci miały trochę rozrywki, a ja wchłonęłam dwa pączki.

 



kadewu 18:12:06 2/06/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Robota, tak wiele...

Kiedy wrócę do ojczyzny, cóż przyjdzie mi robić? Myślę sobie... Poczytałam dziś w "GW" dalszej reformie oświaty i nowym kształceniu studentów. Wszystko pięknie, ale zarówno środków, jak i chęci brak. Starałam się być wykładowcą sensownym, który umie powiedzieć "nie wiem", ale nic mi z tego nie przyszło. Ankiety, w których przyznawano wykładowcom oceny... Bez związku z wynagrodzeniem, niestety. Pewnie tam już nie wrócę.



kadewu 11:05:05 2/06/2012 [komentarzy 2] Komentuj

Kopia

W centrum handlowym - ruchome schody wynoszą mnie na pierwszy poziom. Przede mną - one. Około sześćdziesiątki, bardzo szczupłe i wysokie. Widziałam je tylko z półprofilu, ale oczywiste było, że to bliźniaczki. Podobne fryzury, takie same białe torebki. Popatrzyłam na ubrania - identyczne kroje, różne kolory. Ta po prawej miała taliowany żakiet, ta po lewej - identyczną pod względem fasonu bluzkę, na niej kamizelkę.

Pomyślałam - czy one tak zawsze, od sześćdziesięciu lat?



kadewu 15:51:04 1/06/2012 [komentarzy 1] Komentuj

Dzień Dziecka

No więc J. uważa, że występ się nie udał, bo publiczność hałasowała. No cóż. Ja tam się cieszę, że już po.

Dziś rano odprowadzając J. do szkoły spotkałam K., mamę jego kolegi i koleżanki. Pytała, jak sobie radzę z moim "luźnym przebiegiem", czyli niepracowaniem. Po czym zalała mnie tysiącem słów, bo to prawdziwa Amerykanka, której wzorcowy optymizm można by oprawić w ramki albo sprzedawać na kilogramy :-).

W takich chwilach wiem, że wolę słuchać niż mówić.



kadewu 09:21:06 1/06/2012 [komentarzy 0] Komentuj





[178596] ||Strona Główna
[4] ||
Księga Gości
[Dodaj do Księgi]


Dodaj do Ulubionych
Kadewu żyje, by czytać i czyta, by żyć. W pozostałym czasie rozmyśla i śpi. Mówi rzadko. Rocznik 1974.



Archiwum

2017
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2016
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2015
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
2014
Grudzień
Listopad
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2010
Grudzień
Wrzesień
Sierpień



Ulubieni




Linki

kultura w Brukseli
piękny blog


kadewu
JEDNYM OKIEM: Uwagi Kadewu na temat otaczającego ją świata z uwzględnieniem wynalazku pisma. Czyta jednym okiem, bo drugie nie działa.