Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
kadewu JEDNYM OKIEM


Lisek

Na moje życzenie znacznie się ochłodziło. Wiatr pewnie przyniesie nam wkrótce deszcz.

Dziś wieczorem będę Liskiem rozmawiającym z Małym Księciem. Takie przedstawienie dyplomowe na francuskim.



kadewu 15:17:51 31/05/2012 [komentarzy 1] Komentuj

Kurs

Za chwilę koniec roku szkolnego. Kończy się też mój kurs francuskiego. Jeszcze egzamin i - miejmy nadzieję - przejście na poziom średni... Nawet zaczęło mi się podobać. Skoro ten język to część mojej rodzinnej historii...

Poniekąd miło jest wrócić do szkoły, nawet na zwykły kurs wieczorowy. W przyszłym roku spróbuję zapisać się jeszcze na hiszpański; może będzie z tego jakiś pożytek - na przykład uda mi się zdać egzamin.

Upał, czekanie na burzę.

 



kadewu 10:22:31 30/05/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Gorąco

 

Aaaale upał - tak zaczynał się jeden z odcinków radiowej "Rodziny Poszepszyńskich". Tak sobie dzisiaj w duchu powtarzam, bo i są powody. Odwiedziłam dziś E. w związku z przygotowaniem do występu "teatralnego" podczas zajęć z fr. Ćwiczyłyśmy scenę z "Małego Księcia". Wróciłam zlana potem, choć to tylko półtora kilometra.

Zaczynają kwitnąć jaśminy.

 




kadewu 16:07:45 24/05/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Tu ptasie radio

 Miałam za oknem ptasi parlament - albo ptasie radio. Trudno opisać, co te pierzaste maleństwa wydobywały ze swoich malutkich gardziołek. Ale teraz chyba wyczuwają zaćmienie Słońca, bo zrobiło się dużo ciszej...



kadewu 10:03:20 21/05/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Postindustrialnie

W ubiegłą sobotę przejechałam się do Marles-les-Mines, miasteczka na północy Francji. Tutaj dzieciństwo i młodość (1921-1945) spędził mój dziadek. Nigdy go nie poznałam. Musiałam jakoś wypełnić te puste miejsca, zaczęłam więc od Marles.

To dwie godziny jazdy od Brukseli. Miasto leży na terenie dość pofałdowanym, a krajobraz dodatkowo urozmaicają zrekultywowane hałdy - najczęściej w kształcie piramid. Mamy bowiem do czynienia z terenem pokopalnianym.

Przed merostwem wywieszono trzy flagi: francuską, unijną i... polską, jako że dużą część  ludności Marles (liczącego 6821 mieszkańców), stanowi ludność napływowa z terenów dzisiejszej Polski i jej potomkowie. Imigracja przybrała na sile podczas I wojny światowej, gdy zwiększone zapotrzebowanie na węgiel spowodowało konieczność znalezienia większej liczby rąk do pracy. Ulotka, jaką otrzymałam w miejscowym muzeum (muzeum kopalni Vieux 2) mówi, że ponad 50% miejscowej ludności to "żywioł słowiański, w większości polski". Te obserwacje potwierdza wizyta na jednym z dwóch tutejszych cmentarzy. Na pomnikach widnieją polskie nazwiska, a często i napisy w zniekształconej polszczyźnie. Najwyraźniej zamawiały je osoby, które języka polskiego nie uczyły się w szkole lub potomkowie imigrantów. Identyczne ceglane domki to z pewnością osiedle kopalniane.


Miasteczko jest senne; choć to sobota, sklepy i knajpki nie czekają na klientów. Wita mnie jednak muzeum. Jest małe, skromnie i darmowe; mieści się obok wieży szybu kopalni. Wewnątrz znajduję fotografie, narzędzia i stroje górnicze i olbrzymie koło - maszyna wyciągowa, której ruch wydobywał spod ziemi urobek. Pytam panią pracującą w muzeum o listy górników. Okazuje się, że przechowywane są w archiwum. Dostaję do przejrzenia segregator kopii zdjęć pokazujących miejscowych Polaków w rozmaitych sytuacjach, głównie odświętnych, od końca XIX wieku do dziś.

Kopalnia działała od 1858 do 1974 r. Tu właśnie z 2 na 3 maja 1866 r. doszło do wielkiej katastrofy górniczej. Przesączająca się woda wyrwała w szybie krater o średnicy 30-35 m i głębokości 10-11 m. Na tym wydarzeniu Emil Zola oparł kluczową scenę swego "Germinala". Dziś imię pisarza nosi tutejsza szkoła średnia.

Odjeżdżając, ponownie podziwiam kwitnące pola rzepaku, którymi obsiano okoliczne wzgórza. Epoka przemysłowa jest tylko wspomnieniem; razem z nią odeszła epoka świetności miasta, które liczyło kiedyś 14000 mieszkańców i miało "kopalnie w nazwie". A jednak przyjechać tutaj to znaleźć kawałek siebie...



kadewu 18:45:06 20/05/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Najlepszy czas

 Wiosna. Kolby kasztanowców nadal straszą młodzież... Pod Komisją Europejską przy ulicy Trone królują te różowe, odporne na szrotówka, ale ja wolę takie:

Rozkwitły też róże jadalne, te same, z których robi się dżem; to chyba moje ulubione kwiaty. Nieoczekiwanie znalazłam je pod kliniką St. Luc:



kadewu 10:19:04 15/05/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Życiopisanie

Nadszedł czas na opisanie wrażeń z lektury "Tajnego dziennika" Mirona Białoszewskiego. Dotąd wspominałam, że go czytam. Teraz spróbuję to podsumować, jeśli zdołam.

Tom jest tłusty - w ub. miesiącu publikowałam fotkę tej cegły. Jest to książka bardzo wyczekiwana, jako że na życzenie poety zapiski te zostały utajnione. Z jakich powodów? Zapewne obyczajowych i towarzyskich.

Dziennik dokumentował schyłek życia Mirona, tj. lata 70. i 80. XX w. (1975-1983). Są to czasy, kiedy Białoszewski cieszył się już statusem twórcy uznanego, stosunkowo zamożnego (choć do wartości materialnych przywiązany nie był), a jednocześnie zaczynał chorować i odczuwać upływ czasu. Pisze o utracie włosów, zębów, urody, o tyciu. Umierają mu kolejno rozwiedzeni rodzice, ojciec na serce, matka na raka. Są przy nim przyjaciele zaplątani w dość skomplikowane układy towarzyskie (niekoniecznie rozmawiają ze sobą wzajemnie). Jest dawna wielka miłość i towarzysz życia, obiektywnie nieznośny Leszek Soliński, i są pomniejsi towarzysze, już bardziej dochodzący (mitoman i pijak Jot), no i są anonimowi chłopcy na jeden raz. Zastanawiałam się, czy te homoseksualne wtręty mogą dziś kogoś szokować czy odstręczać. Oczywiście zakładam, że czytelnik przede wszystkim postrzega dzieło. Jednak w przypadku Białoszewskiego cała jego twórczość jest zapisem jego życia, zaobserwowanego czy podsłuchanego, a zatem biografizm nie jest to od rzeczy. Jednak poezja i proza Białoszewskiego nie są ani homoerotyczne, ani erotyczne- przynajmniej  w potocznym sensie. Dla mnie są po prostu wrażeniowe - są to  impresje z życia. Dlatego czytelnik znający dzieło, a nie biografię, może odczuwać zaskoczenie tym, że autor "Dziennika" wykłada pewne rzeczy wprost. Trudno zresztą być nieszczerym we własnym pamiętniku. Dlatego też pojawia się tu m.in. wzmianka o sprzedawcy pornografii i uzależnieniu od leków pobudzających.

W dziele znajdziemy całą plątaninę myśli, uwag, tematów, impresji. Są prości ludzie (rodzina), są znani twórcy. Jest literatura wysoka, są też opinie o kryminałach. Pojawiają się opowieści o UFO, uczestniczy się też w wykładach o psychotronice czy astrologii (Lech Emfazy Stefański). Jednak talent i wrażliwość Białoszewskiego objawiają się w tym właśnie, że ten melanż jest i strawny, i na swój sposób logiczny.

Podobnie jak  w przypadku większości prozy Białoszewskiego, główną bohaterką jest tu Warszawa. Warszawa zakopana w śniegu podczas zimy stulecia, Warszawa z wybuchająca rotundą PKO, Warszawa dworców, sklepów nocnych, blokowisk i komunikacji miejskiej. Oczywiście Miron porzuca czasem swoje miasto urodzenia, aby odwiedzić mamę w Garwolinie, przyjaciółkę Halinę w Gdańsku (pojedzie z nią aż do Egiptu), aby wybrać się po nagrodę do Nowego Jorku czy na kongres do Skopje. Ale i tak Skopje będzie mu przypominać Piaseczno, a Nowy Jork - Sochaczew. Podstawowym instynktem życiowym Białoszewskiego było bowiem oswajanie świata we wszelkich jego przejawach, zbliżanie go do pierwotnego modelu, jaki poeta znał. Modelem tym była Warszawa z okolic Leszna (Wola), a w szerszym sensie - Mazowsze.

Zastanawiałam się właściwie, czego szukałam w "Dzienniku". Na pewno nie sensacji obyczajowych - orientacja Białoszewskiego nie była dla mnie tajemnicą. "Pamiętnik" nie różni się znacznie od reszty jego "życiopisania" pod względem doboru tematów czy stylu. Właściwie w każdym dziele Białoszewski jest twórcą totalnym w sensie: jest całym sobą w tym dziele obecny, choć w różnych aspektach. Zatem co różni "Dziennik" od reszty twórczości Mirona? Otóż moim zdaniem różnica jest dość subtelna. Na kartach pamiętnika pojawiają się z rzadka, ale dość konsekwentnie - wśród opisów i impresji - oceny i recenzje. Mowa zarówno o dziełach (tu krytyka jest nierzadka), jak i osobach (celne uwagi dotycząc czyjegoś postępowania czy wyglądu). Przy czym nie oszczędza się tu siebie samego. W swej pozadziennikowej prozie Białoszewski oferował nam swoje impresje z wydarzeń, spotkań, snów, rozmów - przefiltrowane przez swoją wrażliwość i osobowość, a jednak maksymalnie obiektywnie. Miron jest jednocześnie podmiotem i przedmiotem wydarzeń, a jednocześnie ich kronikarzem, więc jest to obiektywizm wielce subiektywny, a jednak rzadko nasycony oceną. Tutaj niczego się właściwie nie odrzuca. Rzeczywistość zawsze jest u Białoszewskiego warta opisu. Na początku kariery mentor Białoszewskiego, wpływowy krytyk Artur Sandauer, przypiął mu łatkę turpisty, nazywając jego dzieło "poezją rupieci". Ta ocena była nośna, lecz w dużej mierze błędna. Białoszewski był piewcą bytu albo rzeczywistości - i nie było jego winą, że lata jego twórczości przypadły na czasy niezbyt estetyczne. Miał zresztą dobry i pozaliteracki gust, który doceniali obdarowywani drobiazgami z podróży jego znajomi. To nie rupiecie, to Polska powojenna.

W ogromnej ilości materiału zdarzają się zdania-perły, które wynotowałam sobie jako swoiste motta. Oto przykłady:

"Do wiersza trzeba być sprężonym. Prozę - jak jest jako tako - zawsze można pisać".

"W Polsce epoka stadnych uczuć i poglądów. Przypomina się - za przeproszeniem - stado bizonów , coś ze 300 tysięcy, które sto lat temu leciało, leciało i szereg za szeregiem zaczęło wpadać w przepaść. Pierwsze szeregi nie wyczuły w porę. Były zresztą pchane przez dalsze. Zabiły się kolejno wszystkie."

Białoszewski brzydził się i unikał chodzenia ze stadem; nie dał się uwieść żadnej ideologii. Dostrzegał jednak w Polakach potrzebę stowarzyszania się wobec wspólnego wroga lub autorytetu. W "Dzienniku" też znajdziemy kilka uwag o papieżu Janie Pawle II wraz z wątpliwościami dotyczącymi jakości jego poezji i dramatów ("zapewne są złe, bo dlaczego miałyby być dobre").

Zastanawiałam się, jak ja - rocznik 1974, a więc dobrze pamiętający czasy PRL - mogłabym zachęcić młodszych czytelników do przeczytania "Dziennika", a potem - reszty utworów Białoszewskiego. Zacznę tak: mamy do czynienia ze zjawiskiem wyjątkowym. Ta twórczość jest tak zwykła, że uderza czytelnika jako niezwykła. Co ciekawego może być w opisaniu codzienności? Czy można zrobić to tak, by czytelnik nie mógł oderwać się od lektury? Ano tak. Rzecz to tego niezbędna nazywa się talent.

Czego nie znajdziecie u Białoszewskiego - ani tu, ani nigdzie indziej w jego prozie i poezji? Otóż - po pierwsze i najważniejsze - na poziomie fabuły nie ma tu fikcji. W sensie stylu - brak patosu, uniesień postromantycznych, taniego patriotyzmu ani mesjanizmu. Białoszewski jest skrajnie egocentryczny - przecież pisze wyłącznie o sobie! - ale w ogóle nie jest egoistyczny, nie ma też przekonania o własnej wyższości. Znany ze swej osobności Białoszewski nie tylko życiem, ale i twórczością udowadnia, że jest i w Polsce miejsce dla osoby i dzieła, które wymagają się wszelkiemu zaszufladkowaniu.

Podsumowując - czytajcie. Od śmierci Mirona B. minie w przyszłym roku 30 lat. Nie stworzył oczywiście żadnej szkoły, nie ma następcy. Warszawa chyba zapomniała o swoim kronikarzu. Jest co prawda święto Tarczyńskiej obchodzone na cześć współtworzonego przez Mirona teatru (http://www.urzadochota.waw.pl/page/index.php?str=83), tym niemniej Teatr na Tarczyńskiej był wspólnym projektem Stefańskiego, Białoszewskiego, Heringa, Murawskiej i kilkorga innych osób. Może 30-lecie śmierci będzie okazją, przy której miasto uhonoruje swojego nietypowego kronikarza?

Miron Białoszewski, Tajny dziennik. Znak, 2012. Cena: ok. 70 PLN.



kadewu 13:03:53 9/05/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Kolby i świece

Zimny maj. Jednocześnie kwitną kasztanowce i bzy. Te pierwsze - wiadomo, postrach młodzieży ostatnich klas szkoły średniej. Zielone, rozcapierzone dłonie liści trzymają białe, dumne świece. A na bzach - kolby kwiatów, stożki. I te, i tamte jeszcze jędrne, bo bardzo długo rozkwitały, a słońca nadal brak.

Niestety, nie da się zatrzymać chwili i wkrótce z białych świec kasztanowców pospadają płatki, a kolby bzów przeżre rdza.

A zieleń taka ciemna, soczysta od deszczów.



kadewu 00:29:17 8/05/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Metrem

Dziś znowu szłam przez małą Palestynę. Te sklepiki, rytualne rzeźnie, baby w chustach, chłopy na rogach ulic... I tak im powolutku płynie życie.

W drodze powrotnej okazało się, że pociąg metra mojej linii jest "bloque". Podjechałam linią równoległą do przystanku M., przeszłam kolejną stację spacerem i wsiadłam w tramwaj. Tramwaje lubię, i to bardzo.

Zmęczenie dopadło mnie już w domu, niezawodne, choć myślałam, że tym razem odpuści.



kadewu 23:33:08 7/05/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Mały świat

Po zakończonym tłumaczeniu powrót do opasłego pamiętnika Mirona. Powiedzmy, że kończę.

Białoszewski opisuje swój literacki wyjazd do Macedonii. Obok niego inni polscy pisarze, w tym poeta B. z Krakowa. Miron słucha opowieści o jego córkach. Darzy go chyba sympatią, bo tamten raczej nie narzuca mu swego towarzystwa.

A mnie przypomniał się wieczór autorski Olgi Tokarczuk w 1995 w Krakowie. I dziewczyna z publiczności przedstawiająca się pisarce jako córka poety B.

Malutka ta nasza kulka.



kadewu 09:02:03 7/05/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Dziś, jutro

Jutro skończę tłumaczenie kolejnej książki. Lubię tłumaczyć książki, bo wtedy niejako się uwieczniam: moje nazwisko będzie widniało na okładce itd. Ale warunkiem jest, by książka była dobrze napisana. Tym razem styl jest raczej nie najlepszy.

Tłumacz żyje głównie perspektywą jutra (jutro, do jutra muszę skończyć). Widzi, jak na zegarze komputera jutro zamienia się w dziś. Czasem czas ciągnie się jak guma, czasem mija błyskawicznie. Pamiętam takie ładne sformułowanie z jakiejś listy dyskusyjnej dla tłumaczy: "Terminy? Lubię patrzeć, jak z szelestem przelatują mi nad głową".

Często we śnie dalej opracowuję tekst. Zdarza się, że wpadam na właściwe albo lepsze tłumaczenie. Nie ma w tym nic dziwnego - kiedy śpimy, nasz mózg intensywnie utrwala w pamięci długotrwałej świeżo przyswojone treści. Dlatego dobrze się z trudnym tłumaczeniem przespać.

Dobranoc.



kadewu 00:57:22 6/05/2012 [komentarzy 2] Komentuj

Kosmicznie

W poprzedniej notce wymieniłam nazwisko Walta Whitmana, XIX-wiecznego amerykańskiego poety. Zafascynowany był życiem, krążeniem energii we wszechświecie, zjednoczeniem jednostki z uniwersum. Tym, że po śmierci cząstki naszych ciał będą krążyć dalej w przyrodzie... To trochę buddyjskie podejście, trochę panteistyczne, a na pewno pozwalające czytelnikowi tej poezji popatrzeć na codzienne życie z kosmicznej perspektywy. Od lat prześladują mnie (albo dodają mi otuchy) słowa wiersza "Sing the Body Electric". "Opiewam ciało elektryczne..."



kadewu 11:42:20 5/05/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Leniwa wiosna

"When lilacs last in the dooryard bloom'd", pisał Walt Whitman. "Kiedy ostatnio na podwórzu kwitł bez". Piękny czas majowy. Najbardziej lubię biały bez, bo właśnie taki rósł na moim podwórzu. A jeśli chodzi o ten drugi bez - dziki - to choć straszono mnie w dzieciństwie, że jest trujący, bardzo mile wspominam jogurt z owocami bzu zjedzony przed laty w Heidelbergu.



kadewu 18:46:50 4/05/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Dzień dżdżownic i sandałów

Za początek wiosny uznaję dzień, gdy pojawiają się dżdżownice. Dzień, w którym mogę założyć sandały nie marznąc przy tym, utwierdza mnie w przekonaniu, że wiosna naprawdę przyszła.

Oba te dni miały miejsce w ubiegłym tygodniu, czyli bardzo późno.



kadewu 12:33:20 4/05/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Urodziny

S. dziś mi powiedziała, że we wtorek jej chihuahua skończył rok. Z tej okazji podano tort, zjawił się pies sąsiada i matka chihuahuy.



kadewu 23:23:53 3/05/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Miejskie życie

Dziś idziemy do szkoły z J. Po chodniku idzie stonoga. -Niedobrze - mówi J. - Tu nie jest bezpieczna. Powinna mieszkać w lesie z żuczkami, mrówkami.

- Wiesz, ona woli miasto - tłumaczę. - Rozmawiałam z nią i powiedziała mi, że lubi chodzić do kina, więc mieszka tutaj, zamiast w lesie.

J. się śmieje.



kadewu 11:15:30 2/05/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Muzyka w głowie

Muzyka ma wielką siłę. Jeśli ktoś przez lata śpiewał w szkolnym chórze, i to głównie pieśni rewolucyjne, to i na 1 maja nucił sobie "Pierwszy Korpus". No cóż, to były nośne melodie. Lubię jeszcze bardzo "Czerwony sztandar", ale też cieszę się, że nie muszę go śpiewać.

Jutro 3 maja, czyli dzień, o którym akurat kiedyś nie można było śpiewać :-). Nasza konstytucja. Niby pięknie - polskie święto narodowe powinno mieć miejsce w maju, a nie w burym listopadzie. Ale co nam przyszło z konstytucji? Nie weszła nigdy w życie, a dała zaborcom pretekst do "rozwiązania kwestii polskiej". Piękna, idealistyczna czy bezużyteczna i niepotrzebna?



kadewu 09:47:30 2/05/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Święto Pracy

Dziś święto (przede wszystkim związkowców), ale bzy się nie wyrobiły. Ani białe, ani fioletowe.



kadewu 20:03:31 1/05/2012 [komentarzy 2] Komentuj





[201218] ||Strona Główna
[4] ||
Księga Gości
[Dodaj do Księgi]


Dodaj do Ulubionych
Kadewu żyje, by czytać i czyta, by żyć. W pozostałym czasie rozmyśla i śpi. Mówi rzadko. Rocznik 1974.



Archiwum

2017
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2016
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2015
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
2014
Grudzień
Listopad
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2010
Grudzień
Wrzesień
Sierpień



Ulubieni




Linki

kultura w Brukseli
piękny blog


kadewu
JEDNYM OKIEM: Uwagi Kadewu na temat otaczającego ją świata z uwzględnieniem wynalazku pisma. Czyta jednym okiem, bo drugie nie działa.