Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
kadewu JEDNYM OKIEM


Panie Premierze

Mój poprzedni wpis mógł być mylący. Otóż ja nie mam żalu o tę pracę do 67. roku życia. Dziadek pracował (prowadził działalność na [bardzo niskiej] emeryturze) do śmierci w 79. roku życia.

Ja obawiam się, że instytucja ukrywająca się pod skrótem ZUS nie poradzi sobie z opieką nad moimi składkami. Obecnie oddaję jej 900 PLN miesięcznie, zaś w perspektywie mam  emeryturę minimalną, tj. 500 PLN. Hm.

Rachunek mi się nie zgadza.



kadewu 20:51:53 30/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Emerytura

A zatem przede mną jeszcze 29 lat pracy. ZUS kiedyś przysłał mi symulację emerytury - nie pamiętam, czy to było 150 czy 300 PLN.

Żałuję, że cokolwiek włożyłam w ten system (13 lat pracy - 13 lat składek).

Ech.



kadewu 16:25:50 30/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Klasyk

Czytam "Tajny dziennik" Mirona Białoszewskiego i równolegle "Człowieka Mirona" Tadeusza Sobolewskiego. Tyle było czekania. Przeczytana w 2001 książka "Miron. Wspomnienia o poecie" pod redakcją Hanny Kirchner bardzo wyostrzyła mi apetyt na "Dziennik". Data 2012 kojarzy się powszechnie z końcem świata i/lub mistrzostwami Europy mającymi odbyć się w Polsce, ale dla  mnie to przede wszystkim data wyczekiwanej publikacji "Dziennika"...

Wielbiciele Mirona nie byli specjalnie rozpieszczani przez rynek wydawniczy. W dużej mierze wynikało to z faktu, że prawami autorskimi zawiadował Leszek Soliński - związany z Krakowem i jedynie w Krakowie zezwalający na wystawianie jego sztuk, w ogólności niechętny wznowieniom. Pod koniec życia Le. pobrał się z Misiem Holendrem - holenderskim slawistą, który pielęgnował go u siebie w chorobie. Dzisiaj Misio (Henk Proeme) jest dysponentem praw do spuścizny literackiej po Mironie, no i dzięki temu niedawno ukazało się "Chamowo". (Moje wrażenia po lekturze "Chamowa" można wygrzebać gdzieś w notce z 2010 r.)

Misio Holender jest emerytowanym wykładowcą uniwersytetu w Lejdzie. Uniwersytet w Lejdzie to miejsce, gdzie w XVII wieku edukację odebrał Andrzej Morsztyn, nazywający się później Janem Andrzejem.

Miron i Jan Andrzej to poeci, których w polskiej literaturze cenię najwyżej. Wbrew pozorom łączy ich wiele, nie tylko trop lejdejski. Obaj w najwyższym stopniu świadomi byli języka jako materii literackiej. Jan Andrzej osiągnąwszy poetycką doskonałość techniczną nie zniżył się nigdy do używania makaronizmów; jego wiersze są pisane znakomitą, giętką polszczyzną. U Mirona język jest u praźródeł twórczości, która jest zapisem podsłuchań i olśnień żywą materią polszczyzny... I on tę niedoskonałość języka doskonale oddał.

Z zatem - kierunek: Lejda. Postaram się tam wybrać w kwietniu.

Na mojej półce stoją obok siebie dwa tłuste tomy: Miron obok Miłosza, oba po 900 stron. Tak, znali się i cenili, choć to prawie niewiarygodne. Miron nie mógłby dostać Nobla; był z własnego wyboru apolityczny.

Ale wygląda to ładnie, prawda?



kadewu 10:00:38 30/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Wiosenne włosy

Zostałam pobłogosławiona dużą ilością wolnego czasu, więc zabrałam się za włosy. Byłam już kiedyś włosomaniaczką (lata 90 XX wieku - hej-ho, pamięta ktoś? żyjecie jeszcze?), kiedy nosiłam długie włosy. Teraz pod wpływem lektury kilku ciekawych blogów (popatrzcie na moje ulubione linki) postanowiłam znowu zapuszczać włosy.

Być może kieruje mną próżność, ale co tam - nie używam kosmetyków kolorowych do makijażu, więc mogę to sobie odbić na polu pielęgnacji.

Moje włosy są proste, ciemne, bardzo cienkie  i gęste. Obecnie są zupełnie zdrowe, nie łamią się i nie rozdwajają. (no dobrze, zazdroszczę fal mojej siostrze, ale co zrobić). W przeszłości farbowałam je henną (liceum/studia), a potem farbami chemicznymi (lata 1998-1999). Od 13 lat są naturalne. Co miłe, zdarza mi się słyszeć komplementy dotyczące ich koloru i blasku. W kraju, gdzie mieszkam kobiety, a już szczególnie młode dziewczyny, rzadko farbują włosy, dlatego mają je naprawdę piękne - zwłaszcza Arabki, które widuję bez chust. W sklepach dokoła sporo jest naturalnych olei, którymi można wzmacniać włosy. Dostępne są też szampony i odżywki francuskiej firmy Petit Marseillais, które zawierają olejki, a kosztują bardzo niewiele.

Większość kosmetyków do pielęgnacji sprowadzam jednak z Polski, bo jest to tańsza opcja. Bezkonkurencyjne są nasze szampony Barwa lub Pollena Eva w cenie 3-5 PLN. Zupełnie naturalne i ekologiczne są zaś samodzielnie zrobione szampony z orzechów piorących albo ziela mydlnicy. Jedyna niedogodność polega na tym, że trzeba je samej przygotować, a ich trwałość jest krótka, kilkudniowa. Za to włosy wyglądają bezkonkurencyjnie, a matka natura nie cierpi. Wystarczy do gorącej wody wrzucić kilka skorupek orzechów, schłodzić i... już.

Wiosna zmobilizowała mnie do rozpoczęcia intensywnej pielęgnacji włosów wszystkimi tymi cudami. Są to głównie olejki ich mieszanki. Jest tu olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, olej arganowy, olej malinowy... Szczególnie polecam olej migdałowy - pachnie, nawilża i nie jest tłusty. Malinowy również pachnie uroczo, zaś aloesowy paskudnie, ale jest lekki i można go również pić.

Olejować włosy lubię w sobotę - nie ma wtedy pośpiechu i nie trzeba suszyć ich suszarką.

Zdjęcia mają przedziwną poświatę, ale może kiedyś opanuję obsługę tego nowego telefonu

 



kadewu 10:51:01 29/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Kurczę i zając

Mama kura znosi jajko, a zając je maluje. Potem chowa się te jajka w ogrodzie i trzeba je znaleźć.

 



kadewu 09:27:27 28/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Różnice

Upały u nas wręcz dokuczliwe. Wiosna się rozkręca.

J. niedawno zauważył, że szkolny plac zabaw wspólnoty flamandzkiej jest lepiej wyposażony niż plac wspólnoty francuskiej. Jest to prawda.

Ale popołudniami flamandzka część szkoły tonie w cieniu, a mali frankofoni brykają w słoneczku.



kadewu 23:48:34 27/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Literki

Na mojej półce, dzięki mojej czujnej i nieocenionej siostrze, pojawiły się nowości. "Tajny dziennik" Białoszewskiego, "Człowiek Miron" Sobolewskiego, "Jak kochać dziecko" Korczaka i parę innych. Kiedy przez to przebrnę (900 stron Mirona, jak Miłosza!)? Muszę przecież kończyć tłumaczenie... Uzależnienie od czytania jest jednym z lepszych uzależnień... Człowiek nie śmierdzi, nie wymiotuje, nie bełkocze, tylko mówi do siebie, wzrok ma błędny i nieobecny.



kadewu 18:20:15 25/03/2012 [komentarzy 1] Komentuj

Opowiadanie. Legendarny opel kadett


Powiedziałam to, co miałam powiedzieć i właściwie natychmiast straciłam głos. Grono słuchaczy mojego wystąpienia zadawało jeszcze pytania, ale udało mi się je zbyć krótko i dyplomatycznie. W przerwie po wystąpieniu wyszłam z sali konferencyjnej na miasto. Październikowe powietrze było na tyle chłodne, że szybko przestałam kaszleć. Kaszel krtaniowy i utrata głosu to dla mnie żadna nowość... Pospacerowałam wzdłuż cesarsko-królewskich uliczek, pogapiłam się na wystawy sklepików, przecięłam park i zeszłam do rynku. Stare miasto, niewątpliwe dzięki ciotce Unii, lśniło czystymi ścianami umiejętnie podświetlonymi setkami nienachalnych lampek. Obeszłam starówkę i wróciłam, pokasłując, do hotelu. Na mojej kondygnacji, w zbyt małej odległości od moich drzwi, trwała korytarzowa impreza dla palaczy; natychmiast się rozkaszlałam, zignorowałam czyjeś słabe zaczepki i zamknęłam się w pokoju. Jedynym luksusem był tu leciwy telewizor. Włączyłam go i wyciągnęłam się na wersalce oglądając ciągle rozentuzjazmowane relacje ze sztabów wyborczych. Był drugi wieczór po wyborach. Dla kogoś, kto na co dzień nie ogląda telewizji, ma ona moc narkotyku. Prawie przegapiłam godzinę - umówiłyśmy się na mieście o 19.00.

Zwlokłam się, owinęłam w płaszcz i szalik, zbiegłam w dół. Ponownie przeszłam tę samą trasę: ruchliwa dwupasmówka, pomnik, stare miasto. Czekały na mnie przed restauracją, ale po wejściu do środka szybko się ewakuowałyśmy, bo było za elegancko i za zimno. Ostatecznie poszłyśmy do jednej z sieciówek, bo nie chodziło tu o wyrafinowane gusty kulinarne. Najważniejsze było grzane wino. Przez godzinę wydawało nam się, że te dziesięć lat od ukończenia studiów nie mają żadnego znaczenia. Potem rundka po starówce, fosa, zamek, zakamarki. "Najlepiej na roku się zapowiadałaś", powiedziała Ł., która się już habilituje. Roześmiałam się głośno, tak z żołądka, i rozkaszlałam. Potem powiedziałam A., że trochę się dziwię, że wyjechała stąd do większego miasta. "Wiesz, tu jest pięknie, i tyle", odpowiedziała.

Nazajutrz, wyjeżdżając z prowincjonalnego R., nie mogłam już w ogóle mówić. Wiedziona instynktem, przed kupieniem biletu kolejowego napisałam na kartce trasę i miasto docelowe. W poczekalni, czując się rozgrzeszona, kupiłam colę, która pomaga mi zawsze na krtań. Pociąg wiózł mnie powoli przez żółknące lasy, to podbrzusze kraju, lewą stronę Polski. Kolory były mocne jak ból głowy. Muszę je zapamiętać, muszę je zapamiętać. Pomogą przetrwać do przednówka, kiedy człowiek traci wiarę, że wiosna znowu przyjdzie.

Przesiadkę miałam w moim mieście akademickim - K. Wsiadłam tam do tłukącej się ospale po krzywych torach osobówki. Już grzali; i to tak, że trzeba było uważać, żeby podeszwy butów nie przykleiły się do gorącej listwy pod siedzeniem, co mi się zdarzyło na trzecim roku. Oparłam czoło o zimną szybę. Trasę znam doskonale, przejeździłam tędy pięć lat. Granatowo-żółty pociąg był prawie pusty. Założyłam na uszy słuchawki; w rozgłośniach dominowały rozmowy powyborcze, cały ten smutno-radosny rozgardiasz. Prawie czuło się zapach adrenaliny wypuszczanej małym wentylkiem: żółtym u tych, którzy dostali mandat wyborczy, a czarnym u tych, którzy wedle własnego zdania padli ofiarą spisku.

Za oknami panowała intensywna żółć, czasem podbarwiona czerwienią. Lasy ogarnięte były orgią. Trwał ciągle ten moment, gdy umierające liście nie mają jeszcze ochoty spadać. Wyprostowałam plecy, które przywarły szczelnie do oparcia i włączyłam muzykę. Postanowiłam nie czytać.

Po półtorej godziny wysiadłam w Sz. i przesiadłam się na taki sam ospały, żółto-granatowy pociąg jadący do C., aby wysiąść na drugiej stacji.

Trasa ta ma jedną ogromną zaletę: w pewnej chwili po prawej pojawiają się stawiki i pasażer może mieć wrażenie, że znalazł się zupełnie gdzie indziej, z dala od wyżętych z życia, wyeksploatowanych, poprzemysłowych terenów. Tafla wody wody odbija niebo i chmury, i przez chwilę robi się jeśli nie pięknie, to znośnie.

Dworzec w S. jest pięknie odnowiony i bezużyteczny, bo omijają go najważniejsze pociągi. Wlokąc za sobą walizkę na kółkach, wyszłam na dworcowy parking. Odrobina szaleństwa: wezmę taksówkę.

Pierwszy taksówkarz nawet nie zerknął znad gazety. - Czekam na kogoś.
Kiedy usłyszał nazwę miasta, do którego potrzebowałam jechać i skalkulował taryfę, doszedł widocznie do wniosku, że nie  opłaca mu się włączać silnika.

Podeszłam do zaparkowanego obok białego opla kadetta, który musiał być leciwy, ale wydawał się zupełnie nienaruszony zębem czasu. Starszy człowiek  opuścił szybę po stronie kierowcy.

- Dzień dobry. D. - wyrzęziłam nazwę rodzinnego miasta i dokładny adres.
- Bardzo proszę. - wyskoczył z samochodu, wziął ode mnie walizkę i umieścił ja w bagażniku. - Zapraszam do środka.

Ruszyliśmy spod dworca. Kierowca był schludnym, siwowłosym sześćdziesięcioparolatkiem w okularach i czapce z daszkiem; prezentował się dokładnie tak, jak wedle powszechnych wyobrażeń wygląda stereotypowy osobnik za kółkiem poloneza.

- Widzę, że pani niezdrowa. Proszę lepiej nic nie mówić. Pozwoli pani, że włączę radio? Posłuchamy o wyborach.

Nie protestowałam, zresztą byłam pewna, że w najgorszym razie męczarnie szybko się skończą. D. od S. dzieli zaledwie kilka kilometrów, a my pojechaliśmy najkrótszą możliwą drogą. We wnętrzu samochodu nie roznosił się sztuczny aromat wydzielany przez drzewka zapachowe, co zwykle prowokuje mnie do kaszlu. Tapicerka nie śmierdziała też zastarzałym dymem papierosowym. Przełknęłam ślinę i pomyślałam, że jakoś dotrwam. Byłam gotowa na to, że zaraz nastąpi zwykłe emeryckie pomstowanie.

Nieznana mi lokalna komercyjna stacja zaprezentowała najpierw skrót informacji o wyborach wraz z podaniem wyników. W tle słychać było brawa.
- Bardzo dobrze się stało - orzekł taksówkarz. - Zwykli ludzie mają dosyć tego populizmu. Młodzi nie dadzą się nabrać, prawda? Jeżdżą po świecie, widzą, że tam jest normalnie...

Kierowca zerknął w lusterko wsteczne, gdzie spotkał moje zaskoczone spojrzenie. Skinęłam głową.

Następnie radio poinformowało o marszu protestacyjnym górników domagających się wcześniejszych emerytur i przywrócenia przywilejów, do których przywykli. Informacja okraszona była buczeniem i okrzykami.

Ponieważ kierowca nie komentował, wróciłam myślą do lat, kiedy górnicy mieli swoje sklepy, a opel kadett był szczytem marzeń o samochodzie. Wtedy przez myśl mi nie przeszło nawet, że kiedykolwiek nim pojadę. Może jeszcze daihatsu charade działało tak na naszą dziecięcą wyobraźnię. Potem opel kadett wyszedł z mody, a teraz, podrasowany, mógł uchodzić za oldskulową perłę motoryzacji. Koło historii i mody przeturlało się o sto osiemdziesiąt stopni.

- Słyszała pani? - zatrzymaliśmy się na światłach. - Chcą dla siebie jak najwięcej. Niby zrozumiałe, ale z drugiej strony wszyscy powinni mieć takie same prawa emerytalne. Ja mam słabą emeryturę, no to muszę jeździć i będę jeździć, dopóki będę mógł... A co mają powiedzieć inni, nauczyciele, pielęgniarki? No, ale oni nie pójdą na Sejm z kilofami  w rękach. Taki to argument.
Stacja zaczęła nadawać muzykę. Chrząknęłam, żeby choć częściowo odzyskać głos i jakoś odpowiedzieć kierowcy, ale zaniosłam się tylko kaszlem.
.
- Niech pani nic nie mówi, to może zaszkodzić. Powiem pani, jak ja się leczyłem w takich przypadkach. Wieczorem ciepła kąpiel, potem proszę stanąć nad umywalką, zanurzyć palce w zimnej wodzie z kranu i tymi palcami opukać szyję i klatkę piersiową. Pomaga.  Gwarantuję.

Zatrzymaliśmy się pod samą klatką schodową wielkiego, depresyjnego bloku; taksówkarz wyjął z bagażnika moją walizkę i wciągnął ją na schody przed drzwiami wejściowymi. Podałam mu banknot.
- Proszę pamiętać: palce do zimnej wody i opukać, opukać obojczyk i tak dalej. Uszanowanie i zdrówka.

Skłonił się, siadł za kierownicę i ruszył. Biały opel kadett na numerach z miasta S. skręcił w lewo w dróżkę osiedlową, a następne włączył się do ruchu na drodze głównej. Wkrótce zniknął za łukiem.

Wieczorem zanurzyłam palce w zimnej wodzie. Z lustra nad umywalką popatrzył na mnie ktoś, kogo rzadko widuję. Kaszel nazajutrz zelżał, a dwa dni później mogłam mówić.



kadewu 11:26:10 20/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Koniec, początek

A kiedy się kończy komuś czas? Odchodzi się dokąd? Czy jest coś po? Wiem, że większość wierzy, że jest.

Ale lepiej, aby nie było.

Kiedyś miałam niewielką operację - dostałam znieczulenie. Nie było mnie jakieś czterdzieści minut. Żadnych snów, wspomnień.

Jeśli tak jest, to nie jest źle. Nie boli.

Ale przecież z drugiej strony energia kogoś, kto odszedł, zostaje z nami. Rzeczy osobiste, listy, zapach na poduszce. Wspomnienie tego, jak się razem śmialiśmy. "Nie wszystek umrę".

Żegnaj.



kadewu 10:50:47 19/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Powrót Słońca

Słońce znalazło się wczoraj po raz 38. w miejscu, gdzie było, kiedy przyszłam na świat. To się nazywa urodziny.

Wtedy też był ciepły, słoneczny dzień. Wrzeszczałam najgłośniej na oddziale i nie dawałam się zawiązać w becik. Wyciągałam po jednej łapce.

To duża ulga wiedzieć, że mimo wszystko planety sobie wirują i krążą w sposób przewidywalny i stały. I nawet za 138 lat Ziemia ustawi się tak, że Słońce...

Nie mam jakoś ochoty na podsumowania. Jeszcze dwa lata do czterdziestki.



kadewu 14:48:36 17/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Godzina W

Dzisiaj w metrze rozbrzmiewało (a także było wyświetlane) ogłoszenie: o 11.00 na minutę stanie komunikacja miejska. Będzie to hołd dla ofiar wypadku belgijskiego autokaru w Szwajcarii oraz ich rodzin.

Wracałam wtedy do domu. Wagonik zatrzymał się na stacji Merode, zgasły światła. Przez minutę pasażerowie milczeli. Poczułam się jak w Warszawie 1 sierpnia  w godzinę W.

Być może taka forma dyskretnej żałoby narodowej jest właściwsza niż ostentacyjne, państwowe "samobiczowanie" rozumiane jako ogólnokrajowe odwołanie wszelkich imprez. Może daje więcej do myślenia, bo angażuje każdego, kto w danej chwili korzysta z komunikacji miejskiej. Nie wywołuje furii - minuta spóźnienia to niewiele - i żalu, że straciło się bilet na jakiś koncert. No i zdecydowanie przynosi mniejsze straty finansowe.



kadewu 12:08:10 16/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Sezon

Sezon rowerowy uważam za otwarty. Pojechałam sobie na francuski i z powrotem. Jest niewiarygodnie ciepło, niczym w maju. Prawie 22.00, a restauracje pełne ludzi - ogródki już otwarte.



kadewu 22:00:12 15/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Przyszła

Wiosna już jest, albowiem widziałam afrykańską królową w sandałach na obcasach, pewną panią w japonkach, no i dwóch panów w kabrioletach.



kadewu 16:55:08 14/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Po morzach i oceanach

Kapitan John Socks wstał z pieśnią na ustach. Konkretnie było to:"hej, piracie, znasz wszystkie wyspy". Następnie na pokładzie swego statku zjadł ciepłe śniadanie podane mu przez załogę.

Po czym kapitan stwierdził, że chce być znowu Jotem.



kadewu 10:17:40 14/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Pączki

 Pączki na drzewach. Ciepło. Kwitnie wiśnia. Nieprzytomne pszczoły już w locie. Ślimaki,  biedronka - wiosna w pępku Europy.



kadewu 16:32:29 12/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Reklama

Tak, dodałam tutaj reklamy. Polecam kilka linków oraz dwa produkty. Możecie je zignorować, drodzy Czytelnicy, niemniej są to rzeczywiście moje ulubione produkty, których używam regularnie.

Wychowano mnie tak (nie, nie do końca dobrze), abym swoją osobą sprawiała jak najmniej zamieszania. Nie chcę więc także szkodzić Matce Ziemi, więc staram się jak najmniej brudzić. No i stąd właśnie reklamy.

Żyć po cichu, nie wadząc nikomu.



kadewu 17:10:34 11/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Człowiek koń

Konie słyną z dobrej pamięci, nawet gdy woźnica pijany, potrafią znaleźć dom. Czasem człowiek działa tak samo, to jest na pamięć, jak gdyby miał klapki na oczach. Nie znoszę tego u innych, a sama ostatnio to zrobiłam.

Do mojej skrzynki trafiły dwa awiza. Byłam zła, bo moja poczta jest na (drugim) krańcu gminy, co wymaga podróży tramwajem. Najbliższa mi poczta mieści się niecały kilometr ode mnie, ale formalnie to już inny region, Flandria, więc nie mogę tam odbierać przesyłek.

Przeczytałam awizo - poczta czynna od 6.45. Dobrze, zatem pojadę przed 9.00, po odprowadzeniu Jota do placówki.

Wsiadłam do tramwaju, a są to piękne maszyny z lat 60. XX wieku, stateczne, pełne słońca i przestronne. Podróż na pocztę to przyjemność: za oknami pałacyki, wille, aleja kasztanowców. Ale kiedy dotarłam do urzędu, starsza pani, która także odbiła się od drzwi automatycznych, poinformowała mnie, że "la poste est fermee"

"Oh, non", jęknęłam. Było słonecznie, ale zimno i czekanie nie wchodziło w grę. Szybko wróciłam do domu, tramwajem oczywiście. Potem coś zjadłam, odtajałam, wykąpałam się, coś tam porobiłam, i ponownie wybrałam się na pocztę wczesnym popołudniem. Jak to na poczcie - czy w PL, czy w BE, numerek trzeba wziąć... Gdy dotarłam do okienka, miły pan przywitał mnie uprzejmie i zabrał się do wydawania przesyłek, gdy nagle... Zakreślił coś na druczku. - To nie u nas.- powiedział. Zaskoczona zerknęłam na awizo, to samo, które oglądałam od tygodnia i zobaczyłam, owszem, zupełnie inny, zmieniony adres odbioru przesyłek. - Vous avez raison.- przyznałam z zażenowaniem i wycofałam się. Koń to ja.

Nowy adres odbioru przesyłek to księgarnia. Po powrocie do domu zguglowałam ten  adres - czekał mnie 1,5 km spacer. Wybrałam się tam raźnym krokiem. Okolica ładna, typowo miejska. Na drzwiach widniała kartka z informacją, że dziś zamknięte, i że dziękujemy za zrozumienie. Koń wrócił więc do stajni, obserwując po drodze, że kwitną już forsycje.

Na drugi dzień odebrałam przesyłki bez żadnych utrudnień. Obiecałam poprzednio pewnemu kotu w oknie, że jeśli moja wyprawa się powiedzie, zrobię mu fotkę. Kot był biały. Znalazłam też czarnego, a bliżej szkoły Jota - burego.

Podsumowując - dałam klasyczny pokaz końskiej filozofii życiowej, przez którą zmarnowałam dwa bilety... Niby umiem czytać, a jednak widzę, co chcę widzieć. Ot, koń - ot, człowiek.

I trzy koty.



kadewu 14:20:07 11/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Ptaki

Od dwóch nocy ptaki szaleją. Wiosna. Śpiewy trwają do rana. Wczoraj spotkałam ospałego owada. Pąki na drzewach pęcznieją.

A mnie na blogu przekręciła się duża liczba. Jestem zaskoczona, że dla kogoś ważne jest moje pisanie. Cieszę się...



kadewu 11:56:42 11/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Świątecznie

Przechodziłam wczoraj obok sklepu z niemieckimi specjałami. Na tabliczce widniała informacja o tym, że bożonarodzeniowe ciastka są tańsze o 50%.

Hm. Niedługo Wielkanoc, a jak poczekać jeszcze trochę, to owe ciastka mogą znowu osiągnąć 100% ceny.



kadewu 09:22:30 9/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Dorosłość

Jot zapisany już do szkoły. Jest trochę zasmucony, bo słyszał, że w primaire już nie można się bawić, a trzeba pracować. To brzmi poważnie i dorośle. Rodzice też przejęci, bo mają takie duże dziecko.

W pierwszej klasie dzieci nie będą pisać długopisem i nie będzie dzielenia. Jest dwoje nauczycieli, pani i pan. Klasy do 20 osób. Wygląda to przekonująco i zachęcająco... Witaj, szkoło - od września już na poważnie.

Moja I klasa (rok 1981) to 36 dzieci. Nie mogę w to uwierzyć, a jednak tak było, pamięć mi dopisuje... Ja, Kadewu, byłam jedną z czterech Ka. Luksusem były chińskie piórniki i pachnące gumki. Klasa "A", klasa "matek pracujących" (o tak), realizowała program według podręczników dziesięciolatki. Był to podobno pomysł Gierka; szkoła powszechna miała trwać dziesięć lat i dawać de facto wszystkim wykształcenie średnie. Oczywiście potoczyło się to inaczej.

Po ośmiu latach podstawówki im. pewnego negatywnego obecnie bohatera* poszłam do czteroletniego liceum. Gdy je zaczynałam, zdawanie matury nie było absolutnie powszechne; przeszło mi przez myśl, że być może i ja nie dam sobie z nią rady. Na szczęście w klasie czwartej okazało się, że dzięki wynikom olimpiad przedmiotów pisemnych zdawać nie muszę. Równie gładkie było przejście na uniwersytet. A na początku wszystko to jawiło się niczym smok dwugłowy...

Polska szkoła w jej obecnym kształcie (6+3+3) nie przemawia do mnie w najmniejszym stopniu. Cieszę się, że w niej nie pracuję (odeszłam przed reformą, pracowałam natomiast ze studentami-produktami tej  reformy) i mam nadzieję, że kontakt Jota z tym systemem nie nastąpi za prędko. 

* obiektywnie rzecz biorąc - był zdrajcą i świnią



kadewu 16:24:31 8/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Kłamstwa

"Czy my umrzemy?"

"Tak, kiedyś tak".

"Czy już niedługo?"

"Nie, jeszcze długo, długo będziemy żyć".

 

"Nowotwór jest łagodny, proszę się nie martwić".

"Może chce pani wody?"

"Proszę już o tym nie myśleć".



kadewu 12:27:21 8/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Czekanie

 Zasadniczo życie to czekanie na śmierć. Jakoś ten czas trzeba sobie wypełnić. I w tym czekaniu najgorszą rzeczą jest czekanie. A najlepszą rzeczą jest usłyszeć, że wszystko będzie dobrze.



kadewu 11:41:29 7/03/2012 [komentarzy 2] Komentuj

Traf

Traf, przypadek - wsiąść do tego, a nie innego pociągu. Czy los? Twierdzę, że przypadek. Jest na ten temat parę filmów do obejrzenia... Przypadek - bóg rzeczy codziennych.



kadewu 10:32:09 5/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Unde malum

Drugie wielkie pytanie brzmi, jak wiadomo, "skąd zło". Czyli: jest-li zło brakiem dobra? A może to osobna, aktywna siła, przeciwny biegun dobra?

Wierząc, że natura ludzka jest ani dobra, ani zła, sądzę, że zło wynika z głupoty, bezinteresownego chamstwa i zazdrości. Nie, nie wierzę w zło spersonalizowane w postaci szatana czy innego negatywnego boga. O, to by nas zwolniło z odpowiedzialności za zło, które czynimy! "To nie ja, to diabeł podkusił". Jasne... Tak jest prościej.

Ale wracając do poprzedniego mojego wpisu - jeśli wszystko jest wcześniej "zapisane" (w moim przypadku - w horoskopie), to być może i zło, i dobro są gdzieś zdeterminowane i nie podlegają kwestii wyboru?

Doświadczenie jednak pokazuje, że wybór jest, że zwykle mamy co najmniej dwie drogi.

Podsumowując: moja filozofia utraciła spójność.



kadewu 20:39:03 3/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Tak albo nie

Mam zagwozdkę. Sytuacja jest zero-jedynkowa, a ja nie wiem, jak to jest. Przez większość życia wierzyłam w wolną wolę. Wobec moich studentów podkreślałam, że Milton w "Raju utraconym" przedstawia Lucyfera, Adama i Ewę jako samodzielne byty obdarzone własną wolą. Sprzeciwiałam się fatalizmowi mojego osobistego ojca ("na coś trzeba umrzeć"). A tu klops.

Jak wie parę osób, dla rozrywki zajmuję się astrologią. Prze wiele lat była to astrologia humanistyczna, ale ostatnio przyjrzałam się bliżej astrologii wydarzeniowej. I oto - zaczęło mi się sprawdzać. W astrologii wydarzeniowej zazwyczaj formułujemy konkretne pytanie - czy znajdę szalik? Szalik się znalazł. Czy znajdę pracę? Praca się znalazła. Ale jeśli tak jest, to oznacza, że odpowiedzi na wszelkie pytania są z góry znane przez kogoś, kto wpisał nas do księgi losu. Właśnie. A więc na czym polega tutaj rola jednostki? Czy jesteśmy tylko marionetkami w rękach Losu? Czy jest Plan? Dotąd na te pytania miałam jedną odpowiedź - nie. A teraz...



kadewu 19:23:47 2/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj

Obój

Dziś w metrze pan żebrzący grał na oboju. Otóż ten dźwięk jest za niski do wagoniku metra, zbyt przygnębiający dla słuchaczy - więc nie zebrał zbyt wielu monet.

Apeluję, by grać raczej na gitarze lub akordeonie.



kadewu 13:11:43 2/03/2012 [komentarzy 0] Komentuj





[201218] ||Strona Główna
[4] ||
Księga Gości
[Dodaj do Księgi]


Dodaj do Ulubionych
Kadewu żyje, by czytać i czyta, by żyć. W pozostałym czasie rozmyśla i śpi. Mówi rzadko. Rocznik 1974.



Archiwum

2017
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2016
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2015
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
2014
Grudzień
Listopad
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2010
Grudzień
Wrzesień
Sierpień



Ulubieni




Linki

kultura w Brukseli
piękny blog


kadewu
JEDNYM OKIEM: Uwagi Kadewu na temat otaczającego ją świata z uwzględnieniem wynalazku pisma. Czyta jednym okiem, bo drugie nie działa.